Dlaczego spadają stawki dla lektorów języków obcych?

Doświadczenia lektora

Stawki dla lektorów angielskiego w szkołach prywatnych spadają od lat. To fakt, z którym nie może pogodzić się rzesza świetnie wykształconych i zaangażowanych nauczycieli, szczególnie tych z dłuższym stażem. Ten negatywny trend nie tylko stoi w sprzeczności z tym, do czego przyzwyczailiśmy się w kwestiach zawodowych – mianowicie, że wraz z czasem i nabywaniem doświadczeń jesteśmy wynagradzani coraz lepiej. To również olbrzymi policzek dla branży przyzwyczajonej do zamożności w latach prosperity na rynku.

Jak spadać to z wysokiego konia

Gdy zaczynałem pracę w dużej sieciowej szkole w Poznaniu w październiku 2005 roku ze świeżym licencjatem w ręku, miałem minimalne konieczne kwalifikacje, trochę doświadczenia w prywatnych korepetycjach oraz mnóstwo pozytywnego nastawienia do zawodu oraz ludzi. To wystarczyło, żeby zostać przyjętym do markowej szkoły i od pierwszej lekcji zarabiać 60zł za 60 minut pracy.

To było zdecydowanie powyżej moich oczekiwań, a że godzin do wzięcia od zaraz było dużo, natychmiast zacząłem bardzo dobrze zarabiać. Mój brat informatyk, który dopiero zaczynał swoją karierę programisty, patrzył na mnie z podziwem.

W tej chwili żadna prywatna szkoła, jaką znam, nie płaci tyle za prowadzenie standardowych zajęć angielskiego. Może inaczej jest w Warszawie. Moja „macierzysta” szkoła oferuje w tej chwili maksymalnie 45-48zł za 60 minut pracy, a do tego nie ma już tyle grup. Skumulowany efekt to zdecydowanie niskie zarobki. Trzeba przyznać, że jest to spadek z dość wysokiego konia.

Dlaczego stawki dla lektorów spadają?

W pokojach nauczycielskich dominują rozgoryczenie i obawy, jeśli chodzi o zarobki w branży nauki angielskiego. Niestety zbyt często obiektem oskarżeń padają właściciele szkół i nimi zarządzający, jakby to ich nieuzasadnione niczym decyzje były jedyną przyczyną zmian.

Stawki spadają z trzech powodów:

1. większa konkurencja

Co ważne, nie chodzi tylko o większą konkurencję ze strony innych szkół językowych, które od początku poprzedniej dekady rozmnożyły się niemiłosiernie. Chodzi także o nowe metody nauki, które skutecznie wypierają z rynku standardowe kursy w klasach. Niektóre z nich obywają się bez jakiejkolwiek ingerencji nauczycieli – jest olbrzymi wybór interaktywnych kursów angielskiego online, gazety hurtowo dodają płyty do nauki do papierowych wydań, w internecie krążą setki tysięcy mniej lub bardziej przydatnych materiałów, włącznie z audio czy wideo.

Angielskiego można uczyć się z nauczycielem przez Skype’a, łącząc się ze swojego pokoju z kimś w Stanach na bardzo produktywną pogawędkę twarzą w twarz. Koszty mogą być nawet niższe niż te za kurs w dużej grupie z lektorem zagadką.

2. mniejsze zapotrzebowanie

Ludzie cały czas inwestują w uczenie się angielskiego, ale szaleństwo trochę zmalało. W prywatne szkoły uderza na pewno przesycenie angielskim w szkołach publicznych. Po kilkunastu latach nauki od przedszkola po studia wyższe, ludzie nie chcą iść na kolejny typowy kurs. Jeśli już, najchętniej rozwijaliby swoje umiejętności inaczej. Może na kursie zagranicą, gdzie mają większą szansę na kontakt z żywym językiem, a może po prostu rzucając się na głęboką wodę i pracując lub studiując zagranicą.

Trochę mniej jeździmy też do pracy do krajów typu Anglia, Irlandia czy Szkocja, a tacy podróżnicy za chlebem to była zawsze poważna grupa klientów szkół językowych.

3. nadpodaż pracowników

To, co jeszcze 5-8 lat temu było posuchą, teraz zamienia się w klęskę urodzaju. Menadżer szkoły, w której uczę, powiedział mi kiedyś, że teraz łatwiej znaleźć mu kogoś na stanowisko lektora angielskiego niż do roznoszenia ulotek na kilka dni. Tysiące anglistów i pokrewnych wypuszczane co roku na rynek pracy z myślą o wsparcie systemu edukacji doprowadziły najpierw do nasycenia rynku, a później do przesycenia.

Dlaczego płacić komuś 60zł, jeśli w kolejce są chętni pracować choćby za połowę stawki. Nic dziwnego, że stawki spadają i będą spadać. Byłoby dziwne, gdyby pracodawcy nie skorzystali z rynku, który wyraźnie sprzyja ich interesom. O ile na przykład programiści mogą dyktować warunki, to czasy takiego komfortu dla nauczycieli prawdopodobnie bezpowrotnie się skończyły.

Co zrobić, żeby uciec spod tego spadającego noża? Przeczytaj trzy skuteczne sposoby na wyższe zarobki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *