Archive

Category Archives for "O angielskim"

Jak po angielsku mówi Agnieszka Radwańska?

Agnieszka Radwańska mówi po angielsku tak samo jak gra w tenisa – ze swobodą, inteligencją i gracją. Bardzo przyjemnie się tego słucha. Na moje ucho praktycznie straciła polski akcent na rzecz czegoś, co nazwałbym międzynarodową wymową. Nic dziwnego – od wielu lat podróżuje po całym świecie i uczestniczy w bardzo kosmopolitycznym środowisku tenisowym.

Gdy mówi, zdarzają jej się błędy, zawahania i „nienaturalności”, ale podobnie jak w przypadku Roberta Lewandowskiego, powtarzam, że ocenianie takiej klasy sportowca tak samo jak ucznia w szkole jest trochę nie na miejscu.

Agnieszka to specjalistka od wyrafinowanego tenisa, a nie lingwistka.

Widać, że porozumiewanie się po angielsku nie sprawia Agnieszce specjalnych trudności. Udziela długich i wyczerpujących wywiadów, żartuje, oprowadza po zapleczu turniejów. Nie ma kompleksów. Jest zawsze na luzie, nawet gdy rozmawia zaraz po meczu.

Z oczywistych powodów jej angielski dominuje terminologia tenisowa:

„I was really focusing on my serve.” (= Byłam skupiona na serwisie)

„I’m double happy I could play my best tennis against someone like Genie” (= Jestem podwójnie szczęśliwa, że mogłam tak dobrze zagrać przeciwko komuś takiemu jak Genie)

„I’m taking it match by match and we’ll see what happens” (= Podchodzę do każdego meczu osobno, zobaczymy, jak będzie)

„I had a great grass court season” (= Miałam świetny sezon na trawie)

„Unfortunately I had to withdraw from Sydney” (= Niestety musiałam się wycofać z turnieju w Sydney)

„Every tournament is different, every draw is different” (= Każdy turniej jest inny, każde losowanie jest inne”)

„It’s very tight right now in the top 10, top 20, lots of good players, young players coming up” (= Jest naprawdę tłoczno w pierwszej 10-tce, pierwszej 20-ce, mnóstwo dobrych zawodników, młodzi zawodnicy awansują”

„I started really slow and the first set slipped away” (= Zaczęłam naprawdę powoli i uciekł mi pierwszy set)

W jednej z rozmów na korcie po grze deblowej z Jerzym Janowiczem Agnieszka wykazała się sporą dyplomacją rozbawiając prowadzącego i publiczność po tym, jak jej partner użył nieparlamentarnego języka.

Z angielskim świetnie radzi sobie również siostra Agnieszki – Urszula Radwańska.

[Nie ma głupich pytań] #001 Czy jest sens uczyć się angielskiego slangu?

Napisał do mnie jakiś czas temu Łukasz:

„Witam,

Na wstępie słowa uznania. Takiego bloga szukałem i znalazłem wiele ciekawych artykułów oraz porad, z których korzystam w codziennej nauce. Zainteresował mnie Pański tekst o tym jak przeskoczyć z poziomu średniozaawansowanego. Mam z tym duży problem. Pisał Pan o tym, aby znaleźć swoją dziedzinę i w niej się mocniej rozwijać.

Dla mnie byłby to slang, ponieważ to jest dla mnie interesujące. Skończyłem studia na kierunku komunikacji, dlatego slang sam w sobie jest dla mnie interesującym zjawiskiem. Proszę powiedzieć, ponieważ czytałem wiele komentarzy, że nie warto uczyć się angielskiego slangu, jeżeli nie komunikujemy się na co dzień z osobami które go używają, ponieważ i tak nie będziemy znać zastosowania. What’s your point of view?

Pozdrawiam”

Łukasz,

Dzięki za pytanie. Moja odpowiedź będzie się składać z dwóch części – dotyczącej przełamywania kryzysu średniozaawansowanego oraz angielskiego slangu.

Przełamać monotonię

W tekście o tym, jak wejść na wyższy poziom ze swoim angielskim, chodziło mi raczej o to, żeby chociaż trochę odejść od standardowego programu nauki, w którym to autorzy podręczników i nauczyciele decydują o tym, czegoś się uczymy i kiedy. Mimo że taki rytm jest dla uczącego się konieczny, nie zawsze dokładnie trafia w nasze potrzeby czy zainteresowania. To ma negatywny wpływ na motywację, której na poziomie średniozaawansowanym często zaczyna brakować.

Dlatego uważam, że po opanowaniu podstaw trzeba wziąć więcej inicjatywy i poświęcać się również temu, co nas kręci. Chodziło mi przede wszystkim o „wyjście” poza podręczniki i naukę w klasie, w kierunku dziedzin, którymi się zajmujemy na co dzień. I które nas kręcą lub w jakiś inny sposób obchodzą.

Dla pielęgniarki mógłby być to angielski związany z opieką zdrowotną. Nastolatka zainteresowana tańcem mogłaby szukać dalszej motywacji do nauki przez podpatrywanie rówieśników czy autorytetów z krajów anglosaskich. Dla kogoś zajmującego się fotografią „bramą” na wyższy poziom z angielskiego mogłyby być materiały związane ze sztuką czy techniką fotograficzną. Każda z tych dziedzin ma swoją terminologię, standardy komunikowania się i nawyki językowe, do poznania których powinniśmy dążyć, jeśli myślimy o swoich kompetencjach językowych poważnie.

Specjalista od slangu?

Czy slang to dobra dziedzina, na której można by się skupić jako dodatkowej motywacji? Szczerze – wydaje mi się, że to dość ogólny i mało praktyczny problem. Dobry dla językoznawców czy miłośników języka jako takiego. Osobiście zawsze lubiłem takie nietypowe, niestandardowe użycia języka i chętnie się ich uczyłem, ale obawiam się, że wynika to z mojego skrzywienia. Jestem językoznawcą, lubię język, lubię języki. To dla mnie nie tylko narzędzie, ale też ciekawy temat sam w sobie.

Z kolei dla kogoś, kto traktuje język przede wszystkim jako narzędzie, slang wydaje mi się drugorzędną sprawą. W pierwszej kolejności lepiej opanować „główny nurt” języka – moim zdaniem. Bardziej trwałym źródłem motywacji na poziomie średniozaawansowanym wydaje mi się to, że rozwijamy angielski adekwatny do naszej sytuacji życiowej i zawodowej. Będziemy mogli się dzięki temu lepiej komunikować z ludźmi z „branży”, w której i tak już jesteśmy lub chcielibyśmy być.

Bo chyba celem lat nauki angielskiego nie jest to, żeby dogadać się z jakimś małolatem w Newcastle albo raperem z Bronksu? Ci ludzie mogliby mieć problemy, żeby dogadać się ze sobą – ich lokalny angielski (slang) jest tak różny. Nie mówiąc o tym, że zdecydowana większość mówiących w tej chwili po angielsku to ludzie, dla których jest to drugi język, np. Chińczycy, Szwedzi, Turcy, Rosjanie, Hiszpanie czy Brazylijczycy i dla nich slang jest praktycznie bez znaczenia. Używają globalnego angielskiego. To z tą wersją angielskiego najprawdopodobniej się zetkniemy w praktyce.

Znajomość jakiegoś angielskiego slangu może się przydać do rzucania anegdotami albo powygłupiania się na imprezie, ale jako główne „paliwo” w procesie uczenia się nie wydaje mi się specjalnie praktyczne.

Jakimś wyjątkiem może być słownictwo, które z pozycji niekonwencjonalnego slangu przeszło do codziennego angielskiego. Nie ma tego dużo i – gdy tylko slang staje się powszechnie używany – przestajemy myśleć o nim jak o slangu, po prostu go używamy, np. B.S. = bullshit „I’m sick and tired of all this B.S.”

Angielski slang - czy warto się uczyć

Drugi wyjątek to „nieparlamentarny” język związany np. z seksem, częściami ciała, odgłosami wydawanymi przez ciało, przeklinaniem, itp. Ten slang może okazać się bardzo przydatny, ale też nie pasuje mi na kandydata do czegoś, co podtrzymywałoby przez dłuższy okres naszą motywację do nauki. To dobre jako przerywnik, coś urozmaicającego monotonię, ale raczej nie podstawa nauki. Poniżej dobry przykład:

Podsumowując, nie widzę wielkich korzyści dla przeciętnej osoby uczącej się angielskiego w specjalizowaniu się w slangu. Ani w slangu rozumianym jako coś lokalnego, ani w slangu rozumianym jako coś niepoprawnego politycznie, coś niekulturalnego. Warto co nieco wiedzieć, ale żeby robić z tego centrum wydarzeń przez lata nauki – raczej nie.

Naucz się podstaw, a potem sky is the limit

Jak pracowałem jako lektor angielskiego, potrafiłem po kilku tygodniach od rozpoczęcia kursu z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, kto z nowej grupy wytrwa w nauce i będzie sobie dobrze radził. Dotyczy to szczególnie grup całkowicie początkujących, ale nie tylko.

Skąd wiedziałem? Jeśli ktoś szybko zaczynał mieć dziury w swojej wiedzy i nie wykazywał ochoty, żeby je stopniowo łatać, po kilku tygodniach zamieniały się one w systematyczne zaległości. Po dwóch, trzech miesiącach widać było już rosnącą przepaść między najbardziej zaangażowanymi, którzy rwą do przodu, a tymi, którzy coraz mocniej zostają w tyle. W ten sposób rozkręcała się spirala motywacji dla jednych, a spirala demotywacji dla drugich.

Podstawy są najważniejsze

Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś przerobił z zaangażowaniem i w całości jakikolwiek dobry podręcznik dla początkujących, ma otwarte drzwi do naprawdę dużych osiągnięć.

Sam uczyłem się z serii podręczników Headway, jako lektor prowadziłem zajęcia z podręczników New English File, Language Leader oraz Face2Face. Różnice między nimi to z punktu widzenia początkującego studenta języka angielskiego kompletne subtelności.

W zasadzie wszystko jedno, z czego się uczymy. Jeśli będzie zaangażowanie, nawet najbardziej nieprzyjazny podręcznik dużo nas nauczy. Jeśli nie będzie zaangażowania, nawet najprzyjaźniejszy podręcznik niewiele pomoże.

Jestem w ogóle przekonany, że żyjemy w czasach, kiedy każdy ma dostęp za darmo i w każdym momencie do każdego typu materiałów. Brak materiałów to w najmniejszym stopniu nie jest problem. Wszystko, co dostajemy, jest tylko jakąś wersją, a w najlepszym wypadku, ulepszeniem, czegoś, co już było. Zmienia się tylko opakowanie, może unowocześniane są teksty i ćwiczenia.

Ale przecież nowej gramatyki nikt nie wymyśli. Zasady czytania ze zrozumieniem i jasnego pisania praktycznie się nie zmieniły.

Największą trudnością wydaje mi się w tej chwili brak skupienia, nadmiar bodźców i możliwości oraz brak długoterminowego zaangażowania. Poprzednie wpisy o technice Pomodoro oraz metodach nauki języków Mormonów mogą pomóc wypracować więcej skupienia i zaangażowanego podejścia.

Ale wracając do podstaw – przypominam sobie własnych kursantów z grup początkujących, z którymi spędziłem potem kilka lat jako lektor na kolejnych szczeblach nauki. To jedna z większych radości nauczyciela, jeśli widzi rozwój ludzi, którzy w jakiejś części od niego zależą. Jak na pierwszych zajęciach ktoś jest totalnie zakłopotany, przestraszony, a po trzech latach nauki swobodnie wyraża myśli w obecności native speakera. Miałem przyjemność uczyć takie osoby.

Co je łączyło? Bardzo duże zaangażowanie na pierwszych etapach nauki. Jak to się przejawia? Chęcią zrozumienia wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach, wykonywaniem absolutnie wszystkich zadań (często niezadowoleniem z nauczyciela, który coś chce ominąć!), radykalną ciekawością i optymizmem, że ten cały wysiłek do czegoś prowadzi.

Przypominam sobie też swoją drogę i muszę powiedzieć, że na jej początku uczyłem się angielskiego wręcz religijnie. Nauczyciel z liceum ignorował na przykład zadania na wymowę (pronunciation), z tymi dziwnymi znaczkami fonetycznymi i większość nie oponowała. Byłem ciekawy, jak to działa i wszystkiego nauczyłem się sam na tyle, na ile było to możliwe (nie jest to znowu aż tak trudne) – intuicja mnie nie myliła: znajomość fonetycznych podstaw języka do dzisiaj mi się przydaje. I to jak!

Masz podstawy, masz łatwiej

Ale w dobrym opanowaniu podstaw, czy to języka, czy innych umiejętności, kryje się prawdziwe złoto, z którego potem można długo korzystać.

Po pierwsze, jeśli początkowy wysiłek jest większy i bardziej skoncentrowany, później będzie nam dużo łatwiej. Będziemy mieli wszystkie elementy układanki potrzebne, żeby tworzyć bardziej skomplikowane całości. Dobrze ilustruje to tzw. krzywa uczenia się – im ostrzej będzie rosła na początku, tym szybkiej osiągniemy jakiś poziom satysfakcjonujących nas umiejętności.

Po drugie, unikniemy problemów z motywacją, które są plagą wszystkich uczących się, nie tylko języków. Każdy z nas zna pewnie uczucie słomianego zapału. Ja bardzo dobrze – iluż to już języków nie zaczynałem się uczyć (czeskiego, francuskiego, hiszpańskiego, chyba nawet chińskiego). Niestety za chęciami nie poszedł wysiłek i zaangażowanie. Nie udało mi się nigdy przejść etapu kilku pierwszych lekcji – brakowało skupienia i poczucia, że to do czegoś doprowadzi.

Po trzecie, będziemy zdziwieni, jak niewiele poza podstawami języka potrzeba w prawdziwym życiu. Problem wielu zaawansowanych studentów angielskiego polega na tym, że zbyt mocno komplikują swoje wypowiedzi. Są nienaturalni, nikt w ten sposób by się w normalnej sytuacji nie komunikował. Zapominają o podstawach.

Nie jestem oczywiście zwolennikiem znajomości tylko jakiegoś ograniczonego zbioru najpopularniejszych słów czy konstrukcji gramatycznych. To z kolei zbyt prostackie podejście. Nie polecam. Warto jednak zbudować bardzo mocne podstawy i być z nimi w kontakcie nawet na dalszych etapach nauki. Jedni z tych podstaw wybiją się na prawdziwą niezależność (praca w języku angielskim, pisanie, czytanie gazet, książek, itp.), inni wykorzystają je w bardziej przyziemnych sytuacjach (podczas podróży, załatwiania spraw zagranicą). To w zasadzie nie ma znaczenia – do jednego i drugiego i tak potrzebujemy podstaw.

Jak się wymawia Google, Apple, Amazon – czyli jak radzić sobie z angielskimi nazwami własnymi?

Ile to razy już słyszałem, jak ktoś przekręca nazwę najpopularniejszej wyszukiwarki w internecie. Ile razy słyszałem, jak ktoś chwalił się nowym tabletem, ale nie potrafił dobrze wypowiedzieć nazwy jego producenta (a przecież apple to wcale nie takie trudne słówko).

Najlepsze jest jednak to, że błędy słyszałem nie tylko z ust zwykłych ludzi, nie tylko z ust informatyków, którzy pracują w branży, dla której firmy typu Google, Apple czy Amazon są jak BMW dla branży samochodowej (nawiasem mówiąc, jak się wymawia BMW po angielsku?). Błędy słyszałem niestety również z ust polskich lektorów z doktoratem na anglistyce uczących na politechnice na kierunkach informatycznych.

Z jednej strony to rozumiem – nazw własnych nie znajdziemy zbyt wiele w kursach dla obcokrajowców. A jeśli nawet się zdarzają, nie przywiązujemy do nich wielkiej uwagi. Niesłusznie.

Rola nazw własnych w języku

Kiedy po pierwszym roku anglistyki w Poznaniu pojechałem na staż dziennikarski w Stanach Zjednoczonych, mój największy problem polegał właśnie na tym, że język nagle zaczął zawierać mnóstwo nazw własnych, których nie znałem. Większość odnosiła się oczywiście do miejsca, w którym byłem – osoby, ulice, restauracje, itp. Nagle z poziomu ogólnikowych dyskusji po angielsku, zszedłem na poziom dużo bardziej przyziemny – na poziom opisywania najbliższej rzeczywistości.

Firmy czy produkty to jak najbardziej część naszej codziennej rzeczywistości – powinniśmy wiedzieć, jak się wymawia Google, Apple, Amazon, Levi’s, Cartier czy BMW. Podobnie jest z nazwiskami polityków i innych osób publicznych (np. Roosevelt, Beyonce), a nawet miast i miejsc (np. stolica Szkocji – Edinburgh, Niagara Falls).

Nasz główny problem to brak obycia z autentycznym językiem. Nauka angielskiego jest niestety nastawiona na podręczniki i kursy językowe, co w dużej mierze odrywa ją od rzeczywistości. Lubimy się uczyć w sztucznym środowisku. Na dodatek w naszym naturalnym otoczeniu nie ma zbyt wiele angielskiego – polski trzyma się wszędzie dość mocno.

Zresztą to ciekawe, jakie fonetyczne mutacje potrafimy wymyślić. Mistrzem przekręcania angielskich nazw własnych jest chyba Kuba Wojewódzki – tylko Google słyszałem z jego ust w trzech różnych wersjach.

Jak wymawia się Google, Apple i Amazon?

Jeśli nie wiemy, warto sprawdzić. Gdzie? Mogę z czystym sumieniem polecić serwis Inogolo, który wyspecjalizował się w dostarczaniu tego typu informacji. Oprócz wyszukiwarki wymowy różnych nazw własnych po angielsku, znajdziemy tutaj też kompletne przewodniki, np. nazwisk popularnych artystów, ras psów, greckiego czy meksykańskiego jedzenia, kawy i wszystkiego wokół kawy czy terminów biblijnych. To bardzo ciekawe zasoby.

Tutaj możesz posłuchać wymowy słowa Google.

Jak wymawia się Google po angielsku - sprawdż w Inogolo

Jak wymawia się Google po angielsku – sprawdż w Inogolo

Wymowa angielska niektórych nazw zasadniczo różni się od polskiej i może zaskoczyć każdego, kto wcześniej jej nie słyszał. Tutaj popularne dżinsy Levi’s, tutaj stolica Chin Pekin po angielsku.

Strona jest atrakcyjna sama w sobie i warto na niej spędzić trochę czas weryfikując nasze przekonania o tym, jak coś powiedzieć z rzeczywistością.

Drugi serwis, gdzie znajdziemy nagrania wymowy angielskich nazw własnych to HowJSay – to prosta wyszukiwarka słówek. W Inogolo nie ma na przykład wymowy słowa Amazon, a na tej stronie owszem jest. Tutaj dla wszystkich niepewnych, jak powiedzieć Amazon.

 Gdzie znajdę wymowę angielskich nazw własnych - na howjsay.com

Gdzie znajdę wymowę angielskich nazw własnych – na howjsay.com

Nawiasem mówiąc, dla tych, którzy nie wiedzą, jest to gigantyczny supermarket, który od lat zapowiada, że wejdzie też do Polski, ale jakoś nie może tego zrobić. A szkoda – ceny ma tak atrakcyjne, że wolę kupować książki po angielsku w brytyjskim Amazonie (darmowa dostawa do Polski od 25 funtów, ok. 130zł) niż w Empiku czy gdziekolwiek indziej.

Tutaj dla wszystkich miłośników iPadów, iPhone’ów i innych gadżetów wymowa słówka jabłko.

Dlaczego angielski jest taki popularny?

Są na świecie języki, którymi posługuje się więcej osób niż angielskim (wyprzedzają go języki mandaryńskie oraz hiszpański). Jeśli spojrzymy wyłącznie na liczbę native speakerów, bez wszystkich, którzy nauczyli się danego języka jako obcego, angielski wyprzedzi jeszcze więcej języków.

Jednak to angielski stał się najpopularniejszym i najpotężniejszym językiem na świecie. W Polsce, w Europie i wielu innych zakątkach świata, to właśnie tego języka najchętniej uczymy się w szkołach. To angielski jest dominującym językiem dyplomacji, biznesu, nauki czy internetu.

Dlaczego? Skąd się bierze popularność angielskiego?

Na początek warto posłuchać krótkiego wykładu prof. Davida Crystala, znawcy historii i współczesności języka angielskiego. Okazuje się, że rola, jaką odgrywa w tej chwili język Brytyjczyków czy Amerykanów nie ma nic wspólnego z jego strukturą, fonetyką czy pisownią.

Obecna rola angielskiego to zasługa historii. Początki dzisiejszej dominacji to brytyjski kolonializm Londyn kontrolował w XVI, XVII i XVIII wieku praktycznie pół świata. Nie bez przyczyny mówiło się, że nad Imperium Brytyjskim nigdy nie zachodzi słońce. Od Indii po pierwsze kolonie amerykańskie, to Brytyjczycy decydowali o polityce i handlu. To oni kształtowali obyczaje.

Od połowy XVIII wieku doszła do tego rosnąca przewaga Wielkiej Brytanii w przemyśle. Dzięki wynalazkom Rewolucji Przemysłowej (np. maszynie parowej) Brytyjczycy mogli produkować więcej i taniej. To język angielski był środkiem przekazu dla całej rzeszy wynalazców, którzy popchnęli światową gospodarkę w nowym kierunku. Ci, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw rewolucji, musieli się go uczyć, wysyłać dzieci do Londynu po nauki, itp.

Dzięki swojej roli w polityce i handlu, Wielka Brytania stała się naturalnym centrum finansowym. To tutaj były zawierane kluczowej transakcje. Na dodatek w XIX wieku gwałtownie bogacić zaczęły się Stany Zjednoczone. Po obu stronach Atlantyku dwa narody mówiące po angielsku rozdawały karty w polityce, handlu oraz finansach. To londyńskie City oraz nowojorskie Wall Street stały się finansowymi stolicami świata.

No i w końcu kultura. Eksplozję anglosaskiej popkultury najwyraźniej widać po wojnie. Od Elvisa Presleya przez The Beatles, Pink Floyd, Boba Dylana i wielu wielu innych w muzyce. Jamesa Deana, Roberta Redforda, Stevena Spielberga i wielu wielu innych w filmie. Stephena Kinga czy J.K. Rowling w literaturze.

Jakby tego było mało, najważniejszy wynalazek ostatnich lat też rozwinął się i jest w dużej mierze kontrolowany przez amerykańskie firmy. Firmy Google, Facebook, Microsoft czy Apple pochodzą z Doliny Krzemowej w Kalifornii i praktycznie definiują internet dla reszty świata. Włącznie z językiem, którego używamy.

W ten sposób język małej wyspy u wybrzeży Europy stał się najpopularniejszym i najpotężniejszym językiem świata, mimo że ani dzisiaj, ani w różnych okresach historii, nie posługiwała się nim największa grupa ludzi na świecie.

Angielski polskich polityków – Leszek Balcerowicz, Wincent Rostowski, Radek Sikorski

We wcześniejszej serii artykułów przyglądałem się, jak z językiem angielskim radzą sobie polscy dziennikarze. Między innymi Kuba Wojewódzki, Magda Mołek, Oliwier Janiak czy Wojciech Mann. Są wśród nich prymusi i uczniowie, którym przydałyby się zajęcia wyrównawcze. Przede wszystkim, każdy z nich ma dość ciekawą historię związaną z angielskim.

Opisując angielski znanych ludzi nie chcę ich surowo oceniać czy obiektywnie mierzyć ich umiejętności. Moje dane pochodzą ze słyszenia, szczątków języka, który gdzieś kiedyś usłyszałem z ich ust. Tak samo chciałbym spojrzeć na polskich polityków. Okazuje się, że niektórzy to praktycznie native speakerzy.

Dzisiaj przyglądam się byłemu ministrowi finansów Leszkowi Balcerowiczowy, obecnemu ministrowi Wincetowi Rostowskiemu oraz ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu. Nie ma co budować napięcia – każdy z nich otrzyma najwyższą możliwą ocenę.

Angielski Leszka Balcerowicza – ocena: 6

Bardzo długo nie słyszałem profesora Leszka Balcerowicza w akcji po angielsku. Czytałem jego artykuły w anglojęzycznych czasopismach, ale były zazwyczaj bardzo techniczne w obrębie finansów i ekonomii. Umiejętność naukowców do pisania po angielsku przy jednoczesnym kompletnym braku zdolności do komunikacji w tym języku jest powszechnie znana.

Potem trafiłem jednak na rozmowę prof. Balcerowicza dla jednego z amerykańskich think tanków, w której ze swadą i swobodą rozmawiał ze swoim rozmówcą o problemach ekonomicznych Grecji. Zobaczyłem go jeszcze w CNN w rozmowie na żywo i miałem już pewność – jego angielski nie jest idealny fonetycznie, ma piękny polski akcent, ale wypowiada się swobodnie i logicznie.

O tym, że tego typu panowanie na językiem angielskim nie jest powszechne wśród środkowo-europejskich ministrów finansów można się przekonać oglądając niesławny wywiad z kolegą prof. Balcerowicza z Łotwy z 2008r. Film jest doskonałym przykładem tego, jakiego wariata może z siebie zrobić ktoś, kto nie zna języka i porywa się na wykonanie trudnego w nim zadania. Jestem pewien, że ten polityk to poważny ekonomista, a jednak wypowiada się (a potem zachowuje) jak dziecko. Płaci wysoką cenę za braki w swojej edukacji.

Ale wracając do prof. Balcerowicza – podejrzewam, że na jego sukces w angielskim składają się dwie rzeczy. Jego charakter – Leszek Balcerowicz jest znany z niebywałej dyscypliny i konsekwencji. Jest znanym biegaczem długodystansowcem. W polityce również należał do postaci wyjątkowo wyjątkowo wytrwałych w obliczu trudności. Kiedyś podobno ktoś rzucił w niego tortem na wykładzie na SGH – prof. Balcerowicz przetarł tylko okulary i kontynuował wykład.

Oprócz cech charakteru na pewno liczyły się liczne wyjazdy zagraniczne (stypendia, konferencje) oraz dostęp do angielskich materiałów w dość niesprzyjających pod tym względem czasach komunizmu.

Angielski Wincenta Rostowskiego – ocena: 6

Ocenianie obecnego ministra finansów, jeśli chodzi o jego znajomość języka angielskiego jest trochę nie na miejscu. To tak, jakby ktoś oceniał nas ze znajomości polskiego.

Wincent Rostowski jest potomkiem polskich emigrantów wojennych, którzy osiedlili się w Wielkiej Brytanii. Wychował się na Wyspach, tam się uczył i studiował. Jest praktycznie w połowie Polakiem, w połowie Anglikiem. Przez lata zajmował się naukowo Polską i Europą Środkową, dużo publikował o tym regionie, a nawet doradzał Leszkowi Balcerowiczowi w okresie przemian.

Wypowiada się jak prawdziwy dżentelmen.

Angielski Radosława Sikorskiego – ocena: 6

Sytuacja jest trochę podobna w przypadku obecnego ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego. Nie urodził się co prawda w Wielkiej Brytanii, ale wyemigrował tam w latach 80. ze względów politycznych. Był nastolatkiem.

Jego biografia przed i po wyjeździe do Anglii jest niebywale barwna. Był aktywnym członkiem wpływowych organizacji studenckich, korespondentem wiodących brytyjskich dzienników i tygodników (np. The Economist) w Afganistanie, Rosji i Polsce oraz szefem New Atlantic Initiative, wpływowego think tanku w Waszyngtonie. Jest autorem kilku książek po angielsku, a prywatnie mężem publicystki nagrodzonej Pulizerem Ann Applebaum.

Tutaj udziela wywiadu Mice Brzezinski (również ciekawa postać o polskich korzeniach) w amerykańskiej telewizji MSNBC.

Cóż, nie każdy polski polityk jest poliglotą. Nie każdy musi być. Znajomość języków nie jest wymagana, żeby wygrać wybory do parlamentu czy dostać się do rządu. W kolejnych odcinkach tej serii sprawdzimy, jak z angielskim radzą sobie między innymi Kazimierz Marcinkiewicz, Donald Tusk czy Jerzy Buzek.

Ile osób na świecie mówi po angielsku?

Język angielski to najpopularniejszy język obcy w Polsce, szczególnie wśród najmłodszego pokolenia. Dominuje też wśród Europejczyków – co trzeci mówi po angielsku. To znacznie więcej niż kolejne w tym rankingu niemiecki oraz francuski. A ile osób mówi po angielsku na świecie?

Przyzwyczailiśmy się do myśli, że angielski stał się współczesną lingua franca – międzynarodowym językiem handlu, show-biznesu, nauki i wymiany myśli. Warto jednak przyjrzeć się liczbom, które za tym stoją, żeby odkryć prawdziwe znaczenie angielskiego.

Angielski rodzimych użytkowników

Angielski jest niezwykle zróżnicowany pod względem akcentów i dialektów, ale warto zwrócić uwagę na inny ważny podział – między angielski wyuczony (jako drugi czy trzeci język) oraz angielski rodzimy (np. w USA czy Nowej Zelandii).

O ile w przypadku angielskiego używanego przez native speakerów możemy liczyć na stosunkowo precyzyjne statystyki, dla angielskiego jako języka obcego możemy polegać wyłącznie na szacunkach. Zresztą trudno powiedzieć, gdzie zaczyna się prawdziwa znajomość angielskiego – czy jest to poziom egzaminu FCE lub CAE, czy liczymy także tych, którzy potrafią się jako tako dogadać po angielsku. Dlatego dane będą nieprecyzyjne i będą różnić się między źródłami.

Dla około 300-400 milionów osób angielski to język rodzimy. Co dwudziesty człowiek na świecie to native speaker angielskiego. Najwięcej z nich mieszka w Stanach Zjednoczonych (ponad 215 milionów), Wielkiej Brytanii (ok. 60 milionów), Kanadzie (ok. 18 milionów), Australii (ok. 15 milionów), Nigerii, Irlandii, Południowej Afryce oraz Nowej Zelandii (po mniej więcej 4 miliony)

Co ciekawe, angielski nie jest pod tym względem największym językiem współczesnego świata. Jest dopiero trzeci – po używanych w Chinach, Tajwanie, Singapurze oraz Malezji językach mandaryńskich (ok. 15% populacji świata) oraz hiszpańskim.

Angielski jako język obcy

Zdaniem profesora Davida Crystala, autora między innymi Encyklopedii Języka Angielskiego oraz książki English as a Global Language, nierodzimych użytkowników angielskiego jest trzy razy więcej niż native speakerów. Innymi słowy: na jednego rodzimego użytkownika angielskiego przypada trzech, którzy się go nauczyli.

Szacunki mówią o liczbach w przedziale od 250 milionów osób do 1,8 miliarda w zależności od poziomu znajomości języka, który przyjmiemy za podstawę naszych statystyk oraz tego, czy włączymy w obliczenia uczących się angielskiego.

Ile osób mówi po angielsku na świecie – konsekwencje

Te liczby mają ciekawe konsekwencje zarówno dla native speakerów, jak i uczących się angielskiego. W tej chwili dużo bardziej prawdopodobne jest to, że angielskiego będziemy używać w kontaktach z innymi, którzy się go nauczyli (np. Chińczykami czy Szwedami). Pojawiają się nawet koncepcje, by uczyć angielskiego bez komponentu kulturowego (tzw. Globish) lub w jakiejś umiędzynarodowionej formie.

Z drugiej strony Brytyjczycy czy Amerykanie tracą w pewnym sensie kontrolę nad swoim językiem. Nawet jeśli wciąż oni ustalają reguły gramatyki czy odpowiedniego słownictwa, świat niekoniecznie chce słuchać – w rozmowie biznesowej Chińczyk i Polak będą raczej polegać na praktycznym angielskim niż idiomach czy doskonałym stylu. Jeszcze większy wpływ na demokratyzację angielskiego ma internet i inne technologie.

Tutaj ciekawa infografika przedstawiająca dane o tym, ile osób mówi na świecie po angielsku.

Ile osób mówi po angielsku w Europie?

W Unii Europejskiej w obecnym kształcie liczącym 27 krajów są 23 oficjalne języki. Do tego trzeba doliczyć norweski, islandzki, serbski czy inne języki krajów leżących w Europie, ale pozostających poza UE. Jaka jest pozycja angielskiego w Europie? Ile osób mówi w tym języku jako native speakerzy, ile się go nauczyło? W których krajach angielski jest językiem urzędowym?

Angielski urzędowy

Angielski jest językiem urzędowym w 54 krajach, ale tylko trzy z nich znajdują się w Europie – są to Wielka Brytania, Irlandia oraz Malta. Czy to oznacza, że angielski jest najpopularniejszym pierwszym językiem w Europie?

Okazuje się, że nie. Dla większej liczby osób rodzimym językiem jest niemiecki. Angielski razem z francuskim i włoskim są praktycznie ex aequo na drugim miejscu z ok. 12% użytkowników. Co ciekawe, polski jest piątym rodzimym językiem Europy i wyprzedza nieznacznie hiszpański. Czy to kiedykolwiek przełoży się na zainteresowanie nim jako drugim językiem?

Ile osób mówi po angielsku w Europie? Angielski jako język rodzimy

Ile osób mówi po angielsku w Europie? Angielski jako język rodzimy

Ile osób mówi w Europie po angielsku?

Jeśli połączymy rodzimych użytkowników języka (tzw. native speakers) z osobami, które się go nauczyły, angielski bezapelacyjnie wychodzi na prowadzenie. Jest najpopularniejszym językiem w Europie. Ale mogłoby się wydawać, że skala dominacji będzie większa – mniej więcej co trzeci Europejczyk z UE mówi po angielsku. Ponad 22% mówi po niemiecku, mniej niż co piąty mówi po francusku.

Ile osób mówi po angielsku w Europie - rodzimy i wyuczony?

Ile osób mówi po angielsku w Europie – rodzimy i wyuczony?

Skala przewagi wynika oczywiście z tego, że angielski jest najchętniej nauczanym językiem obcym. Co piąty mieszkaniec UE nauczył się mówić po angielsku, a najmłodsze pokolenie wyraźnie zawyża i będzie jeszcze mocniej zawyżać tą statystykę.

Ile osób w Europie nauczyło się angielskiego?

Ile osób w Europie nauczyło się angielskiego?

Czy angielski może zostać jedynym oficjalnym językiem w Europie?

Zdecydowanie nie. Bez względu, jak dużą przewagę będą wykazywać statystyki znajomości języków w Europie, angielski pozostanie w dużej mierze językiem transakcyjnym – będzie potrzebny, żeby prowadzić interesy, żeby posuwać sprawy do przodu między stronami, których rodzime języki są inne, ale nie ma najmniejszego zagrożenia, że wypchnie albo zepchnie na margines inne języki.

UE wydaje mnóstwo pieniędzy na promocję języków, również tych lokalnych, a wielojęzyczność jest w pewnym sensie znakiem rozpoznawczym Europy, w przeciwieństwie na przykład do bardziej jednorodnych Stanów Zjednoczonych. Na dodatek dumne narody jak Niemcy, Francuzi, Włosi, Polacy czy Węgrzy nigdy nie pozwoliliby na zmarginalizowanie swoich języków. Za to chętnie nauczą się angielskiego, żeby więcej zarabiać, lepiej sobie radzić, mieć dostęp do wiedzy i możliwości.

Więcej super ciekawych danych o znajomości języków w Europie znajdziesz tutaj: http://languageknowledge.eu/

Przeczytaj też ile osób mówi po angielsku w Polsce oraz ile osób mówi po angielsku na świecie.

Ile osób mówi w Polsce po angielsku?

Angielski to najpopularniejszy język obcy w Polsce. Wiemy to instynktownie, tak samo, jak jeszcze trzydzieści lat temu instynktownie jako najpopularniejszy w kraju widzieliśmy język rosyjski. Warto jednak przyjrzeć się statystykom – ile osób mówi po angielsku w Polsce? Jaka jest skala dominacji tej współczesnej lingua franca?

Język angielski w Polsce

Najnowsze dane Komisji Europejskiej, która regularnie bada znajomość języków obcych wśród mieszkańców 27 krajów Unii Europejskiej, pokazują, że prawie 20% Polaków powyżej 15 roku życia mówi po angielsku. Nie wszyscy z tej grupy to jednak użytkownicy angielskiego jako języka obcego – 1,59% obywateli naszego kraju uznało język angielski za swój język ojczysty. Są to na przykład dzieci z polsko-amerykańskich lub podobnych związków. Co ciekawe, dla 2% Polaków język rosyjski jest językiem ojczystym i jest to po języku polskim (94,6%) najwyższy wynik.

A ile osób w Polsce mówi po angielsku, bo się go nauczyło? Spójrzmy na statystyki Komisji Europejskiej.

Ile osób mówi w Polsce po angielsku?

Ile osób mówi w Polsce po angielsku?

Ponad 18% polskiego społeczeństwa przyznaje, że mówi po angielsku. Angielski ma sporą przewagę nad rosyjskim i niemieckim, dwoma kolejnymi językami obcymi w rankingu popularności. Czy to dużo, czy mało? Dla porównania w Niemczech jest to ok 30%, w Finlandii prawie 45%. Ale już w Bułgarii tylko 12%.

Badanie dotyczyło osób powyżej 15 roku życia, co może trochę obniżać liczbę osób mówiących w Polsce po angielsku. Ten język jest od lat w totalnej ofensywie, jeśli chodzi o jego naukę i najmłodsze pokolenia na pewno polepszą w przyszłości statystyki.

Ile osób mówi w Polsce po angielsku – podział wiekowy

Okazuje się, że wystarczy zagłębić się trochę, żeby zobaczyć olbrzymie rozwarstwienie w znajomości języka angielskiego w Polsce. Podział przebiega, jak nie trudno się domyślić, po linii wieku.

Spójrzmy na statystyki znajomości angielskiego w grupie 55+. Okazuje się, że język angielski spada na trzecią pozycję (na dodatek odległą) – za rosyjski oraz niemiecki. Tylko ok. 5,5% Polaków w tej grupie wiekowej zna angielski. Innymi słowy, gdyby zagraniczny turysta zaczepił na ulicy 20 osób w tym wieku i o coś zapytał, tylko co dwudziesta mogłaby mu pomóc.

Znajomość angielskiego w Polsce - grupa 55+

Znajomość angielskiego w Polsce – grupa 55+

Co ciekawe, w grupie wiekowej 35 – 54 rosyjski wciąż dominuje, choć angielski zaczyna poważnie deptać mu po piętach. Dzieli je zaledwie jeden punkt procentowy. Warto zwrócić uwagę na stabilność niemieckiego – powtórzy się ona zresztą wśród najmłodszych.

Znajomość angielskiego w Polsce - grupa 35 - 54

Znajomość angielskiego w Polsce – grupa 35 – 54

To najmłodsze pokolenie jest odpowiedzialne za popularność angielskiego w Polsce. W grupie osób od 15 – 34 lat ponad 31% Polaków przyznaje się do znajomości angielskiego. Ciekawy jest również wzrost popularności języków śródziemnomorskich (np. hiszpański, włoski).

Znajomość angielskiego w Polsce - grupa 15 - 34

Znajomość angielskiego w Polsce – grupa 15 – 34

Dlatego, jeśli ktoś pyta, ile osób mówi w Polsce po angielsku, warto uzależnić odpowiedź od pokolenia. W starszym pokoleniu jest to co dwudziesta osoba, w najmłodszym co trzecia, a wkrótce może co druga. Więcej super ciekawych danych o znajomości języków w Europie znajdziesz tutaj: http://languageknowledge.eu/

Przeczytaj też ile osób mówi po angielsku w Europie oraz ile osób mówi po angielsku na świecie.