Kompleks polskiego akcentu

Z jakiegoś powodu prawie każdy uczący się angielskiego Polak zwraca dużą uwagę na akcent. Z regularnością jak w zegarku moi uczniowie pytają mnie, jak wypracować brytyjski albo amerykański akcent.

Niedawno wyczytałem w artykule poświęconym wymaganiom pracodawców wobec kandydatów do pracy, że nie wystarczy już mówić po angielsku czy w innych językach. Firmy życzą sobie, żeby mówić z niepolskim akcentem. Nie wiem, czy było to oparte na rzeczywistych badaniach, czy wymyślił to dziennikarz na potrzeby tekstu, ale w każdym razie jest to najgłupsza rzecz, jaką słyszałem.

Dlaczego chcemy się pozbyć polskiego akcentu?

Bo się go wstydzimy. Przez lata żyliśmy w cieniu bardzo negatywnego stereotypu o Polsce i Polkach, szczególnie w krajach, na których opinii najbardziej nam zależy – Niemczech, Wielkiej Brytanii czy USA. Nasz wschodnioeuropejski akcent mocno nas z tym stereotypem identyfikował. Łatwiej niż zmazać szkodliwy obraz kraju w oczach obcokrajowców jest po prostu przepracować charakterystyczny sposób mówienia i sprawiać mniej polskie wrażenie.

Czy polski akcent w angielskim jest wieśniacki?

Czy polski akcent w angielskim jest wieśniacki?

Polski to język z rodziny słowiańskich, jak rosyjski, więc jesteśmy dodatkowo wrzucani do tej samej przegródki co Ukraińcy, Białorusini czy Rosjanie. A przecież wolimy myśleć o sobie jak o prawdziwych Europejczykach. Dlatego chcemy choć trochę przesunąć się w kierunku krajów zachodnich mówiąc w ich stylu. Niekoniecznie jak Londyńczyk, ale przynajmniej nie jak ktoś ze wschodniej Europy.

Miałem wiele okazji do rozmów po angielsku z ludźmi z całego świata. To fascynujące, że Włosi, Francuzi, Islandczycy, Finowie, Hiszpanie czy Japończycy nie walczą ze swoją naturalną fonetyką. Mimo że inni uważają ich angielski za łamany, dziwaczny czy nieidealny. Jeśli tylko używają go w sposób komunikatywny i poprawny gramatycznie i leksykalnie, wszystko gra. W pewnym sensie ich akcent dodaje im uroku, a może pewności siebie. Na pewno czują się z nim swobodniej niż wszyscy, którzy najpierw muszą skupiać się na maskowaniu swojego naturalnego sposobu mówienia, a dopiero potem na wyrażaniu myśli.

Gdyby Tomasz Stańko przed podbiciem Ameryki swoją grą na trąbce chciał doskonale nauczyć się angielskiego i pozbyć się polskiego akcentu, nigdy nie wyjechałby z Polski i nigdy nie trafiłby do Nowego Jorku (gdzie obecnie mieszka). Bo do dzisiaj mówi z wyczuwalnym polskim akcentem! Ale czy to takie ważne, kiedy ma w zanadrzu dodatkowe umiejętności? To jest właśnie klucz do utraty kompleksu polskiego akcentu czy pochodzenia. Bądź w czymś dobry – ludzie będą chcieli cię słuchać nie ze wzgledu na twój akcent, tylko na to, co masz do powiedzenia. Więcej przykładów ludzi typu Tomasz Stańko w komentarzach.

Dlaczego pracodawcy żądają obcego akcentu?

Wracając do doniesień z prasy, pracodawcy żądając od kandydatów do pracy obcego akcentu albo nie wiedzą, o co proszą, albo proszą o coś absolutnie niepotrzebnego. Oczywiście można włożyć olbrzymi wysiłek w wypracowanie akcentu, ale udaje się to nielicznym poza urodzonymi w miejscu pochodzenia tego akcentu. Cały ten czas i energia powinny być skierowane nie na walczenie ze swoim naturalnym akcentem, ale rozwijanie takich umiejętności jak precyzyjny dobór słownictwa i struktur, wyrażanie myśli w mowie i piśmie oraz zrozumienie innych.

To są podstawy komunikacji – czyli najważniejszego celu, do jakiego dążymy ucząc się języka. Problem pracodawców, wielu uczących się języka oraz nauczycieli polega na tym, że nie traktują angielskiego jak praktycznego narzędzia, ale piękny kwiat, który ma dobrze wyglądać w CV oraz podczas wyuczonej rozmowy kwalifikacyjnej.

Niestety wpisuje się to trochę w dość powszechną w naszym myśleniu kulturę atrapy. Rzeczy nie mają dobrze funkcjonować. One mają tylko dobrze się prezentować, wyglądać. Język nie ma być użyteczny. On ma dobrze brzmieć, z obcym akcentem.

Akcent a wymowa

Warto zauważyć, że akcent ma niewiele wspólnego w poprawną wymową. Można mówić poprawnie fonetycznie, ale wciąż z niemieckim, francuskim, włoskim czy polskim akcentem. Mocniejszym lub słabszym. W dobrą wymowę warto inwestować bez zastanowienia, w sztuczny akcent – na własną odpowiedzialność.

Wady pracy lektora angielskiego

Praca nauczyciela angielskiego ma wiele zalet. Należą do nich między innymi intensywny i niebanalny kontakt z ludźmi oraz duża różnorodność, szczególnie jeśli pracujemy w różnych instytucjach, na różnych poziomach i podręcznikach, różnymi metodami. Nie trzeba uczyć długo, żeby zacząć dostrzegać wady pracy lektora angielskiego. W wielu przypadkach z czasem wady przebijają się na pierwszy plan. Oto moja osobista lista.

1. powtarzalność problemów

To prawda, że da się osiągnąć sporą różnorodność jako nauczyciel angielskiego. Wynika ona z uczenia z różnych podręczników, na różnych kursach i poziomach czy też w różnych instytucjach. A jednak nawet przy takiej wielostronnej organizacji pracy nie da się uciec od wrażenia, że wiele problemów, które napotykamy, są identyczne. Powtarzają się.

Nasi kolejni uczniowie mają trudności z opanowaniem tej samej gramatyki, robią podobne błędy fonetyczne, pytają o powtarzające się słownictwo, mają skłonności do ulegania zbliżonym kalkom z polskiego. Naszym zadaniem za każdym razem jest doprowadzenie ich do podobnego standardu. Z doświadczenia wiemy, że najlepiej działają te, a nie inne metody.

Jest różnorodność, ale jest też olbrzymia powtarzalność. Na początku można jej nie dostrzegać, ale z czasem na pewno to wrażenie przyjdzie. A potem się nasili. Bo przecież najbardziej rozwijamy się wtedy, gdy robimy coś nowego. Idziemy do przodu. Mierzymy się z wyzwaniami. W nauczaniu języka tych wyzwań może całkiem szybko zabraknąć. Jak szybko? To już zależy od naszego nastawienia, ambicji, itp.

2. stres

Podobno najbardziej stresującym zawodem na świecie jest zawód pilota. Wysoko w rankingu jest też tłumacz konferencyjny. Nie wiem, gdzie jest lektor języka angielskiego (lub innego), ale z moich doświadczeń i obserwacji kolegów po fachu dam głowę, że dość wysoko. Są nauczyciele z większym luzem, ale mi tego stanu nigdy nie udało się osiągnąć.

Stres wynika z konieczności regularnego stawania przed dużą liczną ludzi. Ci ludzie zmieniają się co półtorej godziny. Trzeba ich rozgrzać, przestawić na edukacyjne tory, zmotywować do działania, utrzymać ich zainteresowanie, a do tego być miłym, pomocnym i interesującym. I kompetentnym. Jeśli uczymy kilka grup dziennie, obsługujemy na tym poziomie zaangażowania ok. 50 osób, czasem więcej.

Wymagania są wysokie, szczególnie jeśli są to prywatni klienci. Zapłacili i mają prawo do wysokiej jakości usług. Trochę mniej stresu jest w szkołach publicznych, ale tu wchodzą problemy dyscyplinarne czy motywacyjne.

3. edukacja się zmienia

Jeszcze kilka lat temu byłem pewien, że tradycyjna nauka twarzą w twarz, na żywo, w klasie, nigdy nie straci swojej siły. Od jakiegoś czasu moje nastawienie coraz bardziej się jednak zmienia. Inaczej się teraz uczymy, inaczej konsumujemy informacje, czegoś innego wymaga od nas świat pracy. Mniej czytamy, mniej polegamy na autorytetach, bardziej liczy się innowacja niż przestrzeganie reguł. A do tego mamy dostęp nie tylko do fenomenalnych materiałów do nauki, ale też żywego języka. W internecie i na żywo – jaki problem wyjechać, poznać obcokrajowców.

Uczenie się z książek, uczenie się w klasie, uczenie się w starym stylu po prostu coraz mniej działa. Widać to w malejącej motywacji uczniów oraz ich niezgodzie na techniki, które jeszcze pięć lat temu każdy przyjmowali jak prawdę objawioną.

Czy jest tu miejsce dla lektora języka angielskiego? Na pewno tak, ale w trochę innej roli. Inspiratora, motywatora, mediatora, moderatora. Póki co wygląda to jednak dość niepokojąco – nauczyciele uczą w starym stylu, uczniowie coraz słabiej na to reagują, nikt nie ma gotowej odpowiedzi na to, jak dobrze uczyć w dzisiejszych czasach.

4. znikające zarobki, malejący prestiż

Przeżyliśmy boom na usługi językowe. Pod jego wpływem wielu młodych ludzi studiowało anglistykę, germanistykę i inne językowe kierunki. Wydawało się, że nie będzie problemu ze znalezieniem dobrze płatnej pracy. Tak rzeczywiście było jeszcze pięć-sześć lat temu.

Sam pamiętam jak dziś wizytę na rozmowę kwalifikacyjną w znanej szkole sieciowej w Poznaniu po ukończeniu licencjatu. Na pytanie o swoje oczekiwania finansowe podałem stawkę studenckich korepetycji, a moja przyszła szefowa podsunęła mi do podpisu umowę ze stawką trzy razy wyższą. Mój brat informatyk myślał wtedy o przekwalifikowaniu się.

Grupy były liczne i nieprawdopodobnie zmotywowane. Ludzi jeździli zagranicę do pracy, widzieli swoją szansę w nauczeniu się lepiej języka. Dzisiaj krajobraz jest zupełnie inny. Konkurencja ze strony alternatywnych metod (choćby angielski online) się wzmogła, a liczba klientów znacząco zmalała.

Zmalały też stawki dla lektorów angielskiego. I to kilka razy w przeciągu kilku lat. Nie ma najmniejszego powodu, żeby sądzić, że trend się odwróci. Dodajmy do tego niż demograficzny przechodzący przez polskie szkoły publiczne i mamy przepis na piękną katastrofę. Sytuacja na rynku pracy to w tej chwili olbrzymia wada pracy lektora angielskiego. Szczególnie jeśli liczymy na ponadprzeciętne zarobki.

Angielski polskich dziennikarzy (cześć pierwsza)

Czy topowy dziennikarz powinien znać angielski? Nikt nie przekona mnie, że nie. Nie chodzi o to, żeby swobodnie pisać po angielsku albo prowadzić w tym języku program telewizyjny czy radiowy. Chodzi o umiejętność porozumiewania się i poruszania w międzynarodowym towarzystwie, a także konsumowania informacji w angielskiej wersji językowej. To gwarancja tego, że dziennikarz nie musi polegać na polskich tłumaczach i interpretatorach, żeby pojąć, co się dzieje poza polskojęzycznym światem.

A to właśnie angielski jest w tej chwili międzynarodowym językiem wymiany idei. W tym języku publikowana jest najbardziej opiniotwórcza prasa (w tym internetowa) w każdej praktycznie branży, od polityki po kulturę. Każdy inny język, w tym polski, to dodatkowe bogactwo, ale punktem wyjścia jest najczęściej angielski. Jak radzą sobie z nim znani polscy dziennikarze?

1. Tomasz Lis / ocena: 5+

Trudno inaczej ocenić dziennikarza, który ze swadą i swobodą rozmawia z największymi postaciami globu, np. z przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą, publikuje w prestiżowych tytułach takich jak Financial Times i jest zapraszany na imprezy typu World Economic Forum w charakterze lidera młodego pokolenia.

To profesjonalista i perfekcjonista (co wielu może drażnić) który ostrogi zdobywał na stażach w amerykańskiej telewizji oraz podczas swojego pobytu w Waszyngtonie jako korespondent Telewizji Polskiej. Mówi płynnie i swobodnie, bez wysiłku i przesady charakterystycznej dla wszystkich, którym angielski wciąż sprawia trudność. Nie wypracował amerykańskiego akcentu, raczej coś na kształt własnego stylu mówienia w tym języku, co jest w moim przekonaniu jeszcze lepszym osiągnięciem niż papugowanie kogokolwiek.

2. Bartosz Węglarczyk / ocena: 5+

Dziennikarz Gazety Wyborczej oraz TVN, dość nietypowy i nieudolny celebryta, ale przede wszystkim znawca tematyki międzynarodowej. Był korespondentem Wyborczej między innymi w Waszyngtonie. Z takim backgroundem byłoby wstydem nie posługiwać się językiem na pewnym poziomie wyrafinowania.

Z lekkością prowadzi po angielsku rozmowy z ludźmi polityki, show biznesu oraz ekspertami od spraw międzynarodowych. Podczas pierwszego finału Top Model, który prowadził razem z Joanną Krupą, miał okazję popisać się w kilku sytuacjach językiem. Był spontaniczny i zabawny. A nie każdemu to wychodzi w języku obcym.

3. Kuba Wojewódzki / ocena: 2

Nie wiem, gdzie był Wojewódzki, kiedy Bóg rozdawał talent do języków, ale na pewno nie tam, gdzie trzeba. Ten fenomenalny dziennikarz i animator kulturalny, który od pewnego czasu funkcjonuje głównie jako gospodarz talk show oraz nadworny skandalista, nie potrafi sklecić kilku sensownych zdań po angielsku. Robi błędy fonetyczne nawet w nazwach znanych artystów, tytułach piosenek. Nie potrafi poprawnie powiedzieć Google.

Prawie w ogóle nie zaprasza do swoich programów zagranicznych gości, a podczas międzynarodowej edycji Idola był jedynym jurorem oceniającym uczestników w języku ojczystym. Robił to z charakterystyczną swadą, ale wyraźnie odstawał od reszty. Angielski to jego pięta achillesowa, ale nie przeszkadza mu to w absolutnie niczym.

W kolejnych odcinkach subiektywnej serii o znajomości angielskiego wśród polskich dziennikarzy między innymi Wojciech Mann, Magda Mołek, Oliwier Janiak, Marek Niedźwiedzki, Grażyna Torbicka, Marcin Kydryński i inni.

Past simple a past continuous – ćwiczenia i teoria

Past simple i past continuous to pokrewne czasy – oba odnoszą się do przeszłości i bardzo często występują w zdaniu lub dłuższej wypowiedzi razem. W pewnym sensie są od siebie zależne. W tej lekcji najpierw opiszę po polsku, kiedy używać past simple, a kiedy past continuous, potem możesz obejrzeć lekcję wideo z native speakerem, a na końcu znajduje się odnośnik do ćwiczeń. Zapraszam do nauki.

Jak tworzyć past simple i past continuous?

Tworzenie past simple jest proste. W zdaniach twierdzących wymaga dodania końcówki [-ed] dla czasowników regularnych oraz nauczenia się form czasowników nieregularnych. W pytaniach i przeczeniach musimy pamiętać o powrocie czasownika do bezokolicznika (infinitive) oraz użyciu czasowników posiłkowych (auxiliary) [did] w pytaniu lub [didn’t] w przeczeniu. Tak past simple wygląda na przykładzie.

Tryb zdania Przykład
twierdzenie I walked to the park yesterday.
przeczenie I didn’t walk to the park yesterday.
pytanie Did you walk to the park yesterday?

Do tworzenia past continuous potrzebujemy dwóch elementów – czasownika być [to be] w odpowiedniej formie oraz czasownika właściwego w tzw. formie ingowej np. [walking]. W przeczeniu do czasownika być dodajemy [not] – w skrócie może to wyglądać tak [wasn’t] lub [weren’t]. Pytanie tworzymy przez inwersję (odwrócenie kolejności osoby oraz czasownika być). Tak past continuous wygląda na przykładzie. Zwróć uwagę, że czasownik [to be] może mieć dwie formy – [was] dla następujących osób [I, he, she, it] oraz [were] dla [you, we, they].

Tryb zdania Przykład
Twierdzenie I was walking to the park when my phone rang. (We were walking to the park when my phone rang)
Przeczenie I wasn’t walking to the park when my phone rang. (We weren’t walking to the park when my phone rang)
Pytanie Was I walking to the park when my phone rang? (Were you walking to the park when my phone rang?)

Kiedy używać past simple, kiedy past continuous?

O czasie przeszłym past simple przeczytasz tutaj. Past continuous używa się:

1. Żeby opisać coś co właśnie trwało w przeszłości, taki trochę polski czas przeszły niedokonany.

This time last last year I was travelling around Sweden. [W zeszłym roku o tej porze podróżowałem po Szwecji]

Byłem w trakcie podróży, jeszcze jej nie skończyłem w tamtym momencie przeszłości.

What were you doing at 10 last Sunday? [Co robiłeś o 10 w niedzielę?]

W trakcie jakiej czynności byłeś? Nie co zrobiłeś, tylko co robiłeś. Jest różnica – w angielskim ten odcień przeszłości wyraża past continuous.

2. Drugie ważne zastosowanie past continuous to wyrażanie za jego pomocą dłuższej czynności, która była tłem dla innej, krótszej czynności. Jest to najczęściej połączenie past continuous oraz past simple.

When I was walking home, I met my sister. [Kiedy szłam do domu, spotkałam swoją siostrę]

Spotkanie z siostrą to chwila, krótka czynność, dlaczego używamy past simple. Droga do domu to dłuższy proces – potrzebujemy tu past continuous.

Obejrzyj teraz to wideo przygotowane przez native speakera. Zamiast nazwy past continuous, używa on nazwy past progressive, ale to jedno i to samo.

Past simple past continuous – ćwieczenia

Wszystko jasne? Nie ma co skupiać się na teorii, czas na trochę praktyki. Przejdź do strony z ćwiczeniami na past simple i past continuous online. Oczywiście za darmo.

Czas past simple – kiedy używać, jak tworzyć, ćwiczenia w internecie

Czas past simple to jeden z podstawowych czasów w angielskim. Obok present simple czy present continuous należy do absolutnych fundamentów naszej znajomości języka. Dlatego tak ważne jest, żeby dokładnie zrozumieć, kiedy używać past simple oraz jak go tworzyć. W tej lekcji najpierw przedstawię te informacje po polsku, potem możesz obejrzeć darmową lekcję po angielsku, a na koniec zapraszam do ćwiczeń.

Kiedy używać czasu past simple?

Past simple to czas przeszły. Używamy go do opisywania przeszłości. No dobrze, skoro to takie proste, to dlaczego jest jeszcze kilka innych czasów przeszłych? Tym bym się na razie nie przejmował, chyba że szukasz informacji o różnicach między past simple a past continuous lub past simple a present perfect. Najpierw przyjrzyjmy się głównej zasadzie użycia past simple.

Brzmi ona: czasu past simple używamy wtedy, jeśli czynność się definitywnie skończyła, a my mamy informację kiedy to się stało.

He moved to San Francisco in May. [W maju przeprowadził się do San Francisco]

Uwaga: informacja, kiedy czynność się wydarzyła, nie musi być w tym samym zdaniu co czasownik. Może być w poprzednich zdaniach, może być w domyśle, może mieć też mniej oczywistą formę.

They got divorced. Then he moved to San Francisco. [Rozwiedli się. Potem przeprowadził się do San Francisco]

Czas past simple to najważniejszy czas przeszły w angielskim. Jeśli nie wiesz, którego użyć, użyj właśnie tego – może nie będzie gramatycznie, ale komunikacyjnie zadziała. Zanim poznasz inne, dobrze się go naucz. To podstawa.

Jak tworzyć czas past simple?

W wersji dla czasowników regularnych past simple tworzy się przez dodanie końcówki [-ed].

Present simple: I work from home. [Pracuję z domu]

Past simple: I worked from home yesterday. [Wczoraj pracowałam z domu]

I tyle. Tak samo dla wszystkich osób. Jest kilka wyjątków związanych z pisownią, o których dowiesz się z nagrania wideo. Obejrzyj koniecznie! Mnóstwo przykładów, wymowa, wszystko po angielsku.

A jak tworzyć pytania w past simple? Potrzebujemy dwóch rzeczy: czasownika posiłkowego [did] oraz bezokolicznika (infinitive).

Twierdzenie: I worked from home yesterday.

Pytanie: Did you work from home yesterday? [Pracowałaś wczoraj z domu?]

Znika końcówka [-ed], dodajemy [did], dostosowujemy osobę i gotowe. Tak samo w każdej osobie.

Zostały jeszcze przeczenia. Znowu będziemy potrzebować czasownika posiłkowego [did], bezokolicznika oraz przeczenia [not]. Często będziemy używać skrótu [didn’t], żeby było szybciej.

Twierdzenie: I worked from home yesterday.

Przeczenie: I didn’t work from home yesterday. [Nie pracowałem wczoraj z domu]

A co z czasownikami nieregularnymi w czasie past simple? Cóż, jeśli chodzi o przeczenia i pytania wszystko wygląda tak samo – odpada końcówka [-ed], potrzebujemy za to czasownika [did] lub [didnt]. Problem jest z twierdzeniami. Tu potrzebujemy nieregularnych form czasownika.

Present simple: I go to school by bike.

Past simple: I went to school by bike. [Pojechałam do szkoły na rowerze]

Pytanie: Did you go to school by bike?

Przeczenie: I didn’t go to school by bike.

Skąd mam wiedzieć, że czas przeszły od [go] to [went]? Może pomóc ci ta strona, ale na dłuższą metę po prostu trzeba się ich nauczyć – najlepiej czytając, robiąc mnóstwo notatek, zauważając je w kontekście i używając.

Zacznij już teraz – przejdź do strony z ćwiczeniami na czas past simple.

Zalety pracy lektora angielskiego

We wrześniu 2005 roku, przed rozpoczęciem czwartego roku na anglistyce w Poznaniu, wysłałem bez specjalnego przekonania swoją aplikację o pracę do dużej sieciowej szkoły językowej . Najbardziej zależało mi na rozpoczęciu zarabiania regularnych pieniędzy, bo korepetycje czy inne dorywcze zajęcia coraz bardziej mnie frustrowały. Miesiąc później pracowałem już jako lektor angielskiego na wieczornych kursach w trzy dni pracujące oraz w sobotnie poranki. Do dzisiaj uczę angielskiego dorosłych i studentów, chociaż w dużo mniejszym wymiarze. Często zastanawiam się, co tak lubię w tej pracy, że z niej nie zrezygnowałem, mimo że mógłbym sobie na to pozwolić, bo od dawna robię coś innego na boku.

Jakie są zalety pracy lektora angielskiego z mojego doświadczenia?

Jakie są zalety pracy lektora języków obcych?

Jakie są zalety pracy lektora języków obcych?

1. Nikogo nie oszukuję

To zabrzmi filozoficznie, ale jest w pracy nauczyciela angielskiego (oraz innych przedmiotów) coś bardzo przyzwoitego. Coś, co pozwala mi rano spojrzeć w lustro i wiedzieć, że nikogo nie oszukałem, nikogo nie manipulowałem, niczego nie zatajałem oraz nie sprzedawałem – przepraszam – gówna, żeby zarobić pieniądze. Nie jest to niestety standard w życiu zawodowym, co odkryłem w trakcie odchodzenia z edukacji do innych branż.

Nie mam tu zamiaru nikogo oczerniać, ale od polityki małej i dużej, poprzez show biznes, reklamę, pewne typy dziennikarstwa, a na sprzedaży praktycznie wszystkiego kończąc, sukces polega na wywieraniu wpływu na ludzi. Żeby zagłosowali, obejrzeli, kupili, itp. Najczęściej używa się do tego jakiejś przewagi nad klientami, szczególnie przewagi wiedzy, informacji, doświadczenia. Ja też ją wykorzystuję, ale do zupełnie innego celu – żeby pomóc innym wznieść się na wyższy poziom, żeby pomóc im zobaczyć i zrozumieć więcej. Nie ma w tym żadnych złych intencji, jest za to wielka humanistyczna wartość i to jest źródło wielkiej satysfakcji – przynajmniej dla mnie. Jest to też bardzo ważny powód, dla którego nie rezygnuję z pracy lektora, mimo że mógłbym.

2. Intensywna motywacja

Inną zaletą pracy lektora angielskiego jest dla mnie dużo silniejsza motywacja do dobrego wykonania swoich obowiązków niż w przypadku prac biurowych. Co ważne, nie pochodzi ona w linii prostej z zachęt finansowych, bo nauczyciele w szkołach prywatnych zarabiają niestety coraz mniej. A więc skąd pochodzi ta intensywna motywacja, która każe mi się nie tylko solidnie przygotować się do zajęć, ale też myśleć o takich rzeczach jak mój wygląd, przyjazna atmosfera, itp?

Cóż, jeśli pracujesz z grupą ludzi przez cały rok dwa razy w tygodniu, nie możesz sobie pozwolić na wejście z nimi w konflikty. Nie możesz ich sobą i swoimi lekcjami zanudzać. Nie możesz dawać im konsekwentnie niskiej jakości. Musisz się starać. W przeciwnym razie znajdziesz się w nieznośnej sytuacji, kiedy twoi właśni uczniowie cię nie cenią, nie lubią i generalnie rzecz biorąc ignorują. Ja (a wiem z rozmów i obserwacji, że wielu innych lektorów również) nigdy nie mogłem tej myśli znieść, dlatego robię raczej więcej niż mniej, raczej lepiej niż gorzej. Tam, gdzie nie ma takiego bezpośredniego, długotrwałego i autentycznego kontaktu z ludźmi można sobie trochę odpuścić.

Ta adrenalina jest oczywiście też czynnikiem wypalenia.

3. Różnorodność ludzi, sytuacji, tematów

Moja przygoda z nauczaniem angielskiego nie ma nic wspólnego ze stereotypem lektora, który od lat odklepuje ten sam podręcznik, uczy wciąż tej samej gramatyki na tych samych przykładach i generalnie działa na autopilocie. Jest to niestety stereotyp prawdziwy dla pewnej części tego środowiska, ale wynika z lenistwa, wygodnictwa oraz braku czegoś, co nazwałbym zdrową ciekawością. Można dusić się w tym sosie i wielu nauczycieli angielskiego tkwi w nim przez lata, głównie na własne życzenie.

Co można zrobić, żeby uniknąć rutyny i znudzenia własnym zawodem? Po pierwsze, uczyć na kilku poziomach i typach kursów. Uczenie tylko i wyłącznie grup początkujących lub dzieci to prawdziwa orka i droga szybkiego ruchu do podłapania podręcznikowego angielskiego – np. mówienia hiperpoprawnie, hiperwolno, hipernudno. Uczyć można nie tylko grupy, ale też indywidualnie. Można prowadzić zajęcia ogólnego angielskiego, egzaminacyjne, konwersacyjne, specjalistyczne (np. język finansów), itd. Można pracować w szkole prywatnej, na własną rękę, na uczelniach wyższych, w firmach, przez Internet, itp. Różnorodność podręczników do nauki angielskiego jest praktycznie nieskończona. Niestety, wielu nauczycieli potrafi tylko narzekać, że zmienili im podręcznik albo coś jest niedostosowane do polskich realiów zamiast szukać fajnych sposobów na pracę z tymi materiałami lub ich rozszerzenie.

Jestem pewien, że różnorodność zawodu lektora angielskiego, z której skorzystałem, niebywale mnie rozwinęła. Ale ważniejsze jest chyba to, jak dużo wspomnień, obserwacji i przyjaźni związanych z tą pracą zostanie mi na zawsze. Uczyłem między innymi przemiłego, przedziwnego socjologa z Uzbekistanu (poziom podstawowy) i nie zapomnę, ile frajdy miałem ze słuchania jego opisów lokalnej kultury. Uczyłem Polaka, który był dużą fiszą na międzynarodowym rynku sprzedaży nieruchomości komercyjnych i negocjował np. kupno wieżowca Andersia w Poznaniu przez niemiecki fundusz, a teraz buduje centra handlowe w Rosji. Wciąż uczę fantastycznych ludzi z branży bankowej, o której nauczyłem się w tym czasie niesłychanie dużo. Dzięki pracy na Politechnice, gdzie uczy się ściśle specjalistycznego angielskiego na każdym kierunku, czuję się trochę logistykiem, inżynierem produkcji, informatykiem i automatykiem. Po kilku latach współpracy z pewnym instytutem naukowym mam jakieś tam obycie w sprawach konstruowania maszyn dla rolnictwa – przynajmniej rozumiem podstawowe pojęcia. I to nie tylko parę słówek na krzyż, tylko pojęcia, które się za nimi kryją. Praca na ogólnych kursach w szkołach językowych też nie była rutyną – podchwyciłem w jej trakcie mnóstwo tropów z podręczników, rozmów z ludźmi oraz przygotowań do zajęć. Do tego bilansu muszę dodać – trochę z innej beczki – poznanie na zajęciach swojej obecnej dziewczyny, wkrótce żony.

To moje zalety pracy lektora angielskiego. Kto zna tę branżę wie, że ma też swoje ciemniejsze strony. W kolejnym wpisie spojrzę na wady pracowania jako nauczyciel języków obcych.

Nauka języka angielskiego bez szkoły – 6 nieksiążkowych sposobów

Większości z nas nauka języka angielskiego kojarzy się albo ze szkołą albo z prywatnymi kursami. Nie zawsze są to najmilsze skojarzenia. Skuteczność tych metod często pozostawia wiele do życzenia. Jak nauczyć się angielskiego bez nauczyciela, sztywnego planu zajęć oraz kolejnych podręczników? Czy to w ogóle możliwe?

Moim zdaniem to nie tylko możliwe, ale konieczne. Nawet jeśli chodzimy już do szkoły językowej na tradycyjny kurs angielskiego, warto go uzupełnić o mniej konwencjonalne metody. A jeśli nie chcemy kolejnego tradycyjnego kursu, mądre połączenie kilku z poniższych sposobów na naukę języka angielskiego pozwoli nam go skutecznie zastąpić.

Do nauki angielskiego nie jest potrzebna szkoła

Do nauki angielskiego nie jest potrzebna szkoła

1. Załóż blog

Co ma wspólnego nauka języka angielskiego z blogowaniem? Po pierwsze, żeby prowadzić blog, musisz pisać. A pisanie to jedna z podstawowych umiejętności językowych. Z doświadczenia w pracy lektora wiem, że pisanie po angielsku to jedno z największych wyzwań dla uczących się tego języka. A praktyka czyni mistrza. Po drugie, forma bloga wymusza regularność oraz porządkuje nasze myśli. Decydujemy się np. na jeden wpis co dwa dni i łatwo nam ten rytm śledzić dzięki dziennikowej strukturze. Po trzecie, możemy założyć blog na angielskojęzycznym serwisie, np. Tumblr, WordPress czy Blogger i trochę języka liźniemy obsługując go ze swojego panelu użytkownika po angielsku.

2. Znajdź swoją niszę

Czym się interesujesz? Modą? Częściej korzystaj z internetowych serwisów o modzie po angielsku. Turystyką rowerową? Zaglądaj na anglojęzyczne strony dla rowerzystów. Język nie będzie taki straszny, bo wiele rzeczy i tak dobrze znasz, więc łatwiej będzie ci wszystko zrozumieć. A przy okazji nauczysz się wielu innych, niespecjalistycznych słówek, oswoisz się z dłuższymi tekstami lub klipami video po angielsku. Żeby to nie było tylko bierne czytanie czy oglądanie, napisz czasem wpis na swoim blogu z linkami do różnych materiałów, cytatami, zdjęciami, video, itp. Szukaj kolejnych nisz dla różnorodności.

3. Dołącz do społeczności lub forum

Najlepsza nauka angielskiego to nauka przez komunikację. I to nie tylko mówienie. Znajdź ludzi o podobnych zainteresowaniach – może mają swoje blogi, fora internetowe lub profile w serwisach społecznościowych. Dołącz do dyskusji. Zadawaj pytania, komentuj, podrzucaj pomysły, wyrażaj swoje zdanie. Najlepiej uczyć się angielskiego poprzez działanie. Do niedawna było to utrudnione, bo nasze kontakty z prawdziwym angielskim były rzadkie. Internet wszystko zmienił – nic tylko z tego korzystać.

4. Wymieniaj się językiem

Ty zastanawiasz się, jak nauczyć się angielskiego, a ktoś na świecie zastanawia się, jak nauczyć się polskiego. Niekoniecznie jest to Amerykanin czy Anglik. Może jest ze Szwecji, Malty albo jakiegoś kraju w Afryce. Istnieje wiele platform, które pozwalają na znalezienie chętnych na wymianę językową oraz ułatwiają pierwszy kontakt. Niektóre są płatne, inne darmowe. Wystarczy dogadać się co do szczegółów współpracy (np. rozmowy przez Skype’a na jakiś temat, pisanie e-maili, współtworzenie bloga, itp.) i utrzymywać znajomość. Na pewno wymaga to kreatywności i dyscypliny, ale to świetna, żywa metoda.

5. Darmowy angielski online

Nauka języka angielskiego przez internet to gorący temat. Pojawia się coraz więcej kursów typu angielski online, niektórzy lektorzy oferują lekcje przez Skype’a, a na naszego smartfona bez problemu znajdziemy fajne aplikacje do nauki angielskiego. Na początek warto skorzystać z darmowych materiałów do nauki.

A jest ich praktycznie nieskończona ilość. Niestety, jest to błogosławieństwo i przekleństwo Internetu. Mniej wprawne osoby będą miały trudności z wybraniem czegoś naprawdę dobrej jakości.

Co polecam do nauki gramatyki w internecie? Ta strona jest fajnie zorganizowana i trzyma poziom. Co polecam do nauki słownictwa? Ja lubię uczyć się na autentycznych, bieżących tekstach i tematach, dlatego zaglądam na tę stronę, ale genialne kursy ma też BBC.

6. Seriale, filmy, radio, wiadomości i mecz po angielsku

Skuteczna nauka języka angielskiego musi obejmować wszystkie umiejętności. Nieocenione przy rozwijaniu słuchania ze zrozumieniem jest oglądanie i słuchanie angielskich programów. Niestety, polska telewizja robi nam niedźwiedzią przysługę używając tzw. lektora przy polskich wersjach językowych. To się niestety nie zmieni, dlatego musimy działać na własną rękę.

Warto zacząć od prostszych, krótszych rzeczy, np. amerykańskich seriali obyczajowych. Jeśli mamy możliwość włączenia napisów – zróbmy to. W pewnym momencie może zdecydujemy, że już są nam niepotrzebne, ale na początek to wielkie ułatwienie.

Co ważne, żeby zostało nam z tego oglądania coś więcej, warto mieć w pogotowiu jakiś notatnik. Zanotować co lepsze fragmenty, ciekawe lub nieznane słówka. A potem napisać krótki wpis na swoim blogu, skomentować recenzję na czyimś blogu lub dołączyć się do dyskusji w anglojęzycznym internecie.

1 6 7 8