Archive

Monthly Archives: Luty 2016

Jak użyć Google do nauki angielskiego – część druga

Dawno, dawno temu opisałem trzy proste triki, dzięki którym możemy wykorzystać wyszukiwarkę Google do nauki języka angielskiego. Nie każdy wie, że w Google wbudowany jest słownik angielskiego (włącznie z wymową do odtworzenia) – wystarczy do słówka dopisać komendę „define” lub „definition”, np. „serendipity define”. Pisałem również o tym, jak sprawdzić, czy jakiś fragment tekstu czy wyrażenie są prawidłowo użyte i naturalne. Trzecią przydatną funkcją są automatyczne podpowiedzi.

W tym artykule chciałbym pokazać trzy kolejne sposoby na wykorzystanie technologii Google w nauce języka angielskiego (i innych).

1. Porozmawiaj z komputerem

Od jakiegoś czasu Google intensywnie rozwija technologię rozpoznawania mowy. To brzmi jak z filmu science fiction, ale w tej chwili możemy praktycznie w całości obsługiwać wyszukiwarkę za pomocą komend głosowych. Co więcej, miły damski głos będzie nam odpowiadać.

W ten sposób możemy wyszukiwać informacje (od pogody po dane giełdowe), korzystać z kalkulatora czy obsługiwać inne programy (np. YouTube czy budzik). Niedawno nagrałem krótkie wideo, w którym sprawdzam, czy da się trochę pogadać z komputerem po angielsku.

Zachęcam do przetestowania w ten sposób swojego angielskiego oraz samej technologii. Na początek spróbujmy dowiedzieć się czegoś o Madrycie. Zadajmy te pytania za każdym razem dając Google chwilę na odpowiedź:

What is the capital city of Spain?

What is the population of Madrid?

What is the weather like in Madrid?

Is it going to be sunny tomorrow in Madrid?

Show me photos of Madrid

How do you say „Nice to meet you” in Spanish?

Google powinno poradzić sobie z interakcją przy każdym z tych pytań. Jeśli korzystamy ze smartfona z systemem Android, możemy również poprosić Google, żeby ustawiło nam budzik na następny dzień. Proszę sprawdzić, czy zadziała:

Wake me up at 7am.

2. Zrób komputerowi dyktando

Funkcja rozpoznawania mowy wbudowana jest również w edytor tekstów Google Docs. Możemy jej użyć do przetrenowania jakiegoś tekstu czy jakichś wyrażeń w angielskim (lub dowolnym innym języku obsługiwanym przez tę technologię).

Jak to może wyglądać w praktyce? Na potrzeby tego artykułu znalazłem krótki tekst z interesującym słownictwem (pochodzi z książki Business Vocabulary in Use – elementary). Zamierzam go przeczytać do mikrofonu. Sprawdzimy, czy komputer mnie dobrze zrozumie i – przy okazji – potrenuję trochę mówienie.

Google dictation

To nie było idealne – trzeba mówić dość wolno i wyraźnie. Google potrafi co jakiś czas coś przekręcić. Ale i tak jako darmowa metoda ćwiczenia wymowy, słownictwa czy gramatyki przez czytanie na głos zdań, tekstów czy wyrażeń wydaje się dość interesująca.

3. Największy słownik obrazkowy świata

Google startował jako wyszukiwarka tekstowa, ale w tej chwili radzi sobie świetnie również z innymi typami informacji. Przy nauce języków przydatna może być wyszukiwarka Google Images.

Najlepsze jest to, że po wpisaniu hasła, nie dostaniemy tylko zdjęć, ale też propozycje pokrewnych rzeczy lub aktywności. Wrzuciłem do Google Images słowo „dandelion”. Oprócz zdjęć mleczy widać też sugestię, że mogę się zainteresować zdjęciami „blowing dandelion”, czyli zdmuchiwania mlecza.

Google Images do nauki języka angielskiego

Co ciekawe, Google Images można też użyć w drugim kierunku. Być może mamy czegoś zdjęcie (np. jakiegoś zwierzęcia, warzywa czy dania), ale nie wiemy, jak to powiedzieć po angielsku. Google znajdzie podobne zdjęcia i pomoże nam w ten sposób odkryć, jak coś się nazywa.

Inny trik: Google Images możemy przeszukiwać również za pomocą komend głosowych.

 

Jak po angielsku mówi Agnieszka Radwańska?

Agnieszka Radwańska mówi po angielsku tak samo jak gra w tenisa – ze swobodą, inteligencją i gracją. Bardzo przyjemnie się tego słucha. Na moje ucho praktycznie straciła polski akcent na rzecz czegoś, co nazwałbym międzynarodową wymową. Nic dziwnego – od wielu lat podróżuje po całym świecie i uczestniczy w bardzo kosmopolitycznym środowisku tenisowym.

Gdy mówi, zdarzają jej się błędy, zawahania i „nienaturalności”, ale podobnie jak w przypadku Roberta Lewandowskiego, powtarzam, że ocenianie takiej klasy sportowca tak samo jak ucznia w szkole jest trochę nie na miejscu.

Agnieszka to specjalistka od wyrafinowanego tenisa, a nie lingwistka.

Widać, że porozumiewanie się po angielsku nie sprawia Agnieszce specjalnych trudności. Udziela długich i wyczerpujących wywiadów, żartuje, oprowadza po zapleczu turniejów. Nie ma kompleksów. Jest zawsze na luzie, nawet gdy rozmawia zaraz po meczu.

Z oczywistych powodów jej angielski dominuje terminologia tenisowa:

„I was really focusing on my serve.” (= Byłam skupiona na serwisie)

„I’m double happy I could play my best tennis against someone like Genie” (= Jestem podwójnie szczęśliwa, że mogłam tak dobrze zagrać przeciwko komuś takiemu jak Genie)

„I’m taking it match by match and we’ll see what happens” (= Podchodzę do każdego meczu osobno, zobaczymy, jak będzie)

„I had a great grass court season” (= Miałam świetny sezon na trawie)

„Unfortunately I had to withdraw from Sydney” (= Niestety musiałam się wycofać z turnieju w Sydney)

„Every tournament is different, every draw is different” (= Każdy turniej jest inny, każde losowanie jest inne”)

„It’s very tight right now in the top 10, top 20, lots of good players, young players coming up” (= Jest naprawdę tłoczno w pierwszej 10-tce, pierwszej 20-ce, mnóstwo dobrych zawodników, młodzi zawodnicy awansują”

„I started really slow and the first set slipped away” (= Zaczęłam naprawdę powoli i uciekł mi pierwszy set)

W jednej z rozmów na korcie po grze deblowej z Jerzym Janowiczem Agnieszka wykazała się sporą dyplomacją rozbawiając prowadzącego i publiczność po tym, jak jej partner użył nieparlamentarnego języka.

Z angielskim świetnie radzi sobie również siostra Agnieszki – Urszula Radwańska.

Jak zacząć mówić po angielsku?

Ten artykuł nie będzie o blokadzie psychologicznej przed mówieniem w języku obcym. Nie będzie w nim też ogólnych rad typu „przełam się”, „nie bój się robić błędy” albo „po prostu mów”.

Będzie o kilku konkretnych sposobach na trenowanie mówienia w języku angielskim. Przyda się szczególnie tym, którzy nie mają wokół siebie naturalnych okoliczności do używania tego języka, a chcieliby rozwijać tę umiejętność.

W pierwszej części opiszę, jakie techniki pomogły mi oswoić się z mówieniem w języku angielskim. Było to w czasach, gdy dostęp do technologii był ograniczony. Wszystkie są wciąż aktualne.

W drugiej części podrzucę kilka pomysłów na wykorzystanie nowoczesnych (i darmowych) technologii, żeby rozwijać mówienie po angielsku i w innych językach obcych.

Na koniec podzielę się kilkoma obserwacjami z czasów, gdy pracowałem jako lektor angielskiego. Napiszę też, jak rozwinęła się mowa (w tym mówiony angielski) u mojego starszego syna.

Moje doświadczenia

Zacząłem naukę angielskiego dość późno w życiu (liceum), ale szybko nadrobiłem zaległości i po kilku latach osiągnąłem dużą swobodę oraz płynność w tym języku. Pisałem o tym kiedyś w szczegółach. Jak zacząłem mówić po angielsku?

Dla mnie kluczowe były dwie rzeczy. Po pierwsze, czytanie na głos właściwie wszystkich materiałów, z których się uczyłem. Nawet jeśli najpierw rozwiązywałem jakieś zadania gramatyczne, na słownictwo czy czytanie ze zrozumieniem, potem czytałem je na głos. Czasami więcej niż raz.

Wiem, wiem. A co jeśli będę czytał z błędami? Kto mnie poprawi? Po prostu nie zwracałem na to uwagi. Wiedziałem, że czytam nieidealnie, ale i tak to robiłem. Najlepiej jak akurat potrafiłem. Chodziło o osłuchanie się z własnym głosem w języku obcym oraz „parcie do przodu”. Z czasem czytałem i mówiłem coraz lepiej. Bardzo pomagało w tym słuchanie dużej ilości angielskiego z różnych źródeł (od nauczycieli po media).

Druga rzecz to mówienie do siebie. Na początek mogą być to pojedyncze słówka albo wyrażenia (np. „Wonderful”, „Let’s do it”, „Are you hungry?, „I have no idea”). Później coś większego.

I znowu – nie chodzi o to, żeby było idealnie. Chodzi o to, żeby zacząć wydawać z siebie dźwięki po angielsku. Tym w praktyce – na najprostszym poziomie – jest mówienie. Jeśli ktoś jest początkującym można zacząć od najpopularniejszych i najbardziej przydatnych zwrotów. Mili ludzie z internetu nawet je dla nas zebrali:

Nowe technologie

Jeśli brakuje ci partnera do rozmowy lub po prostu masz blokadę przed mówieniem po angielsku do drugiego człowieka, na starcie wykorzystaj nowe technologie. To brzmi jak z filmu science fiction, ale możesz porozmawiać ze swoim komputerem.

Co więcej, nie będzie to pasywne nagrywanie samego siebie, bez jakiejkolwiek reakcji drugiej strony. Technologia rozpoznawania mowy ( = speech recognition) jest już tak zaawansowana, że można za jej pomocą nawet obsługiwać wyszukiwarkę Google. Można też sprawdzać, czy komputer rozumie, co do niego mówimy – na poziomie słówek, wyrażeń, zdań, a nawet dłuższych wypowiedzi.

Tak czy inaczej, dzięki technologii rozpoznawania mowy mamy okazję „z kimś sobie trochę pogadać”. Zresztą, nie ma co się rozpisywać. Spróbujmy, jak to działa w praktyce.

Na tej stronie – opartej o technologię rozpoznawania mowy rozwijaną przez Google – możemy podyktować coś aplikacji, a ta pokaże to na ekranie jako tekst. Język angielski jest tylko jednym z wielu języków do wyboru (polski też jest).

Przetestujmy to. Wybierzcie na tej stronie język angielski, kliknijcie „start dictation”, a potem powiedźcie do mikrofonu w swoim komputerze coś takiego: „It’s a great idea”. Albo coś takiego: „Did you have a good trip?”. Albo coś takiego: „I love the way you look”. Albo: „Have a nice day”.

Za pomocą głosu możemy również obsługiwać wyszukiwarkę internetową Google. Jest kilkadziesiąt różnych komend, które jest w stanie rozpoznać i wykonać, np. może dla nas coś zdefiniować, przeliterować, obliczyć, przetłumaczyć czy wyszukać. Wystarczy poprosić ją o to po angielsku. To okazja, żeby użyć angielskiego. Sprawdzić, czy ktoś – a raczej coś – nas rozumie.

To wideo pokazuje 50 różnych komend, na które zareaguje Google. Za pomocą głosu można na przykład ustawić budzik, włączyć odtwarzanie jakiejś piosenki na YouTube czy stworzyć notatkę.

Nieśmiały także w angielskim

Pamiętam, jak prowadziłem kilka lat temu zajęcia na kursie konwersacyjnym. Jedna z uczestniczek nie mogła się przełamać i wciąż była niezadowolona z tego, że nie mówi tak dużo i tak chętnie jak inni. Wyglądała na bardzo nieśmiałą osobę.

Spytałem ją na boku, czy lubi mówić po polsku, czy jest rozmowną i ekspresyjną osobą. Przyznała, że jest nieśmiała i ma problemy z pewnością siebie w mówieniu również w języku polskim. Jej trudności ze swobodnym mówieniem po angielsku wynikały częściowo z jej natury.

Mówienie to nie tylko wydawanie dźwięków. To również jakiś przejaw naszej osobowości i tożsamości. Nie ma powodu, żeby samobiczować się z powodu mniejszej ochoty do rozmawiania czy przemawiania. Być może taka jest nasza natura i zawsze będziemy mocniejsi w pisaniu, słuchaniu oraz czytaniu.

Uczyć się jak dziecko

Od urodzenia mówię do swoich synów wyłącznie po angielsku (mimo że jestem Polakiem i mieszkamy w Polsce). Przy okazji tego eksperymentu odkryłem, że magiczne zdolności do uczenia się dzieci to wielki mit.

Przeciętne dziecko potrzebuje trzech-czterech lat, żeby zacząć się swobodnie komunikować z otoczeniem za pomocą mowy. Osoby „z zewnątrz” nawet na tym etapie mogą mieć problemy ze zrozumieniem, co mówią – ich język bywa wciąż bardzo indywidualny, niestandardowy, trochę przeinaczony, trochę niewyraźny, zbyt wolny, zbyt szybki. Do tego dochodzi niechęć do mówienia w obecności obcych lub zwykły wstyd.

Druga rzecz – dzieci spędzają całe miesiące, jeśli nie lata najpierw na słuchaniu języka w otoczeniu, a potem na jego powtarzaniu. To bardzo długi i mozolny proces, w którym dzieciaki popełniają olbrzymie ilości błędów. To nie jest łatwe, szybkie i przyjemne. Potrzeba wielkiego wysiłku i tysięcy godzin kontaktu z językiem, żeby rozwinęły się dobre kompetencje werbalne.

U dorosłego nie może to wyglądać inaczej. Nie da się szybko i bez wysiłku zacząć swobodnie mówić po angielsku. Nie da się w kilka tygodni sprawić, żeby ten język stał się częścią naszej tożsamości i żebyśmy czuli się w nim komfortowo, tak samo dobrze lub niewiele gorzej niż w języku ojczystym.

Jak po angielsku (i niemiecku) mówi Robert Lewandowski?

Czy lepiej być światowej klasy piłkarzem, który nie zna dobrze angielskiego, czy znać wspaniale angielski i nic poza tym? Odpowiedź jest oczywista – nadzwyczajne umiejętności piłkarskie są cenniejsze niż biegła znajomość angielskiego.

Ale i tak najlepiej być światowej klasy piłkarzem, który czuje się komfortowo w języku angielskim.

Robert Lewandowski stał się jako piłkarz globalną marką. Z ciekawości sprawdziłem, jak radzi sobie jeden z najlepszych napastników świata z komunikacją w globalnym języku. Jak dobrze zna angielski?

Tor, Tor, Tor!

Wydaje się, że pierwszym językiem obcym Roberta jest niemiecki. Od 2010 roku Lewandowski gra w Bundeslidzie. Gdy przenosił się do niej z Lecha Poznań, nie posługiwał się praktycznie w ogóle językiem niemieckim. We wczesnych wywiadach dla niemieckich mediów konieczna była pomoc tłumacza.

W nowszych rozmowach, również zaraz po meczach, wydaje się naturalny i wyluzowany. Nie jestem w stanie ocenić jego poprawności (znam niemiecki, ale nie jestem ekspertem) i nie sądzę, żeby ona tu była najważniejsza.

Być może Robert nie zdałby jakiegoś tam oficjalnego egzaminu, ale kogo to obchodzi? Radzi sobie – odpowiada, opowiada, żartuje, itp. Na pierwszy rzut oka widać, że jest dobrze zintegrowany z niemiecką rzeczywistością i pozostaje sobą, nawet jeśli jego wymowa czy akcent nie są konwencjonalne.

Poniżej materiał wideo z sieci – zapraszam wszystkich kompetentnych do komentowania, jak radzi sobie Robert w języku niemieckim.

My name is Robert Lewandowski

W internecie jest znacznie mniej materiałów, w których Robert Lewandowski mówi po angielsku. Jest minutowa reklama dla chińskiego producenta smartfonów firmy Huawei oraz aplikacja na Facebooka dla tej samej firmy, w której występuje, oraz krótka rozmowa z angielskim dziennikarzem. Do tego dochodzą media społecznościowe (np. Twitter) prowadzone po angielsku dla międzynarodowej publiczności.

Reklama Huawei:

Przykładowy wpis na Twittera po angielsku:

Podkreślmy, że Robert nigdy nie grał dla angielskiego klubu. Nie miał więc naturalnej motywacji i otoczenia, żeby rozwinąć biegłość w języku angielskim. To na pewno nie jest swoboda, z jaką angielskim posługują się chociażby Wojciech Szczęsny czy Łukasz Fabiański, którzy spędzili na Wyspach kilka-kilkanaście lat.

Nawet jeśli Robert nie będzie grać w żadnym klubie w Anglii, wydaje się, że język angielski będzie dla niego coraz ważniejszym narzędziem. Będzie musiał nabrać w nim trochę więcej ogłady.

Dlaczego? Ponieważ tym wyjątkowym sportowcem interesuje się cały świat, a językiem, w którym da się komunikować z największą ilością fanów, dziennikarzy czy sponsorów, jest właśnie angielski.

Co najważniejsze – nie ma najmniejszych wątpliwości, że Robert rozwinie się również w tym zakresie. To nie tylko wielka osobowość sportowa, ale także bardzo pragmatyczny, nastawiony na ambitne cele i komunikatywny facet.

[Nie ma głupich pytań] #001 Czy jest sens uczyć się angielskiego slangu?

Napisał do mnie jakiś czas temu Łukasz:

„Witam,

Na wstępie słowa uznania. Takiego bloga szukałem i znalazłem wiele ciekawych artykułów oraz porad, z których korzystam w codziennej nauce. Zainteresował mnie Pański tekst o tym jak przeskoczyć z poziomu średniozaawansowanego. Mam z tym duży problem. Pisał Pan o tym, aby znaleźć swoją dziedzinę i w niej się mocniej rozwijać.

Dla mnie byłby to slang, ponieważ to jest dla mnie interesujące. Skończyłem studia na kierunku komunikacji, dlatego slang sam w sobie jest dla mnie interesującym zjawiskiem. Proszę powiedzieć, ponieważ czytałem wiele komentarzy, że nie warto uczyć się angielskiego slangu, jeżeli nie komunikujemy się na co dzień z osobami które go używają, ponieważ i tak nie będziemy znać zastosowania. What’s your point of view?

Pozdrawiam”

Łukasz,

Dzięki za pytanie. Moja odpowiedź będzie się składać z dwóch części – dotyczącej przełamywania kryzysu średniozaawansowanego oraz angielskiego slangu.

Przełamać monotonię

W tekście o tym, jak wejść na wyższy poziom ze swoim angielskim, chodziło mi raczej o to, żeby chociaż trochę odejść od standardowego programu nauki, w którym to autorzy podręczników i nauczyciele decydują o tym, czegoś się uczymy i kiedy. Mimo że taki rytm jest dla uczącego się konieczny, nie zawsze dokładnie trafia w nasze potrzeby czy zainteresowania. To ma negatywny wpływ na motywację, której na poziomie średniozaawansowanym często zaczyna brakować.

Dlatego uważam, że po opanowaniu podstaw trzeba wziąć więcej inicjatywy i poświęcać się również temu, co nas kręci. Chodziło mi przede wszystkim o „wyjście” poza podręczniki i naukę w klasie, w kierunku dziedzin, którymi się zajmujemy na co dzień. I które nas kręcą lub w jakiś inny sposób obchodzą.

Dla pielęgniarki mógłby być to angielski związany z opieką zdrowotną. Nastolatka zainteresowana tańcem mogłaby szukać dalszej motywacji do nauki przez podpatrywanie rówieśników czy autorytetów z krajów anglosaskich. Dla kogoś zajmującego się fotografią „bramą” na wyższy poziom z angielskiego mogłyby być materiały związane ze sztuką czy techniką fotograficzną. Każda z tych dziedzin ma swoją terminologię, standardy komunikowania się i nawyki językowe, do poznania których powinniśmy dążyć, jeśli myślimy o swoich kompetencjach językowych poważnie.

Specjalista od slangu?

Czy slang to dobra dziedzina, na której można by się skupić jako dodatkowej motywacji? Szczerze – wydaje mi się, że to dość ogólny i mało praktyczny problem. Dobry dla językoznawców czy miłośników języka jako takiego. Osobiście zawsze lubiłem takie nietypowe, niestandardowe użycia języka i chętnie się ich uczyłem, ale obawiam się, że wynika to z mojego skrzywienia. Jestem językoznawcą, lubię język, lubię języki. To dla mnie nie tylko narzędzie, ale też ciekawy temat sam w sobie.

Z kolei dla kogoś, kto traktuje język przede wszystkim jako narzędzie, slang wydaje mi się drugorzędną sprawą. W pierwszej kolejności lepiej opanować „główny nurt” języka – moim zdaniem. Bardziej trwałym źródłem motywacji na poziomie średniozaawansowanym wydaje mi się to, że rozwijamy angielski adekwatny do naszej sytuacji życiowej i zawodowej. Będziemy mogli się dzięki temu lepiej komunikować z ludźmi z „branży”, w której i tak już jesteśmy lub chcielibyśmy być.

Bo chyba celem lat nauki angielskiego nie jest to, żeby dogadać się z jakimś małolatem w Newcastle albo raperem z Bronksu? Ci ludzie mogliby mieć problemy, żeby dogadać się ze sobą – ich lokalny angielski (slang) jest tak różny. Nie mówiąc o tym, że zdecydowana większość mówiących w tej chwili po angielsku to ludzie, dla których jest to drugi język, np. Chińczycy, Szwedzi, Turcy, Rosjanie, Hiszpanie czy Brazylijczycy i dla nich slang jest praktycznie bez znaczenia. Używają globalnego angielskiego. To z tą wersją angielskiego najprawdopodobniej się zetkniemy w praktyce.

Znajomość jakiegoś angielskiego slangu może się przydać do rzucania anegdotami albo powygłupiania się na imprezie, ale jako główne „paliwo” w procesie uczenia się nie wydaje mi się specjalnie praktyczne.

Jakimś wyjątkiem może być słownictwo, które z pozycji niekonwencjonalnego slangu przeszło do codziennego angielskiego. Nie ma tego dużo i – gdy tylko slang staje się powszechnie używany – przestajemy myśleć o nim jak o slangu, po prostu go używamy, np. B.S. = bullshit „I’m sick and tired of all this B.S.”

Angielski slang - czy warto się uczyć

Drugi wyjątek to „nieparlamentarny” język związany np. z seksem, częściami ciała, odgłosami wydawanymi przez ciało, przeklinaniem, itp. Ten slang może okazać się bardzo przydatny, ale też nie pasuje mi na kandydata do czegoś, co podtrzymywałoby przez dłuższy okres naszą motywację do nauki. To dobre jako przerywnik, coś urozmaicającego monotonię, ale raczej nie podstawa nauki. Poniżej dobry przykład:

Podsumowując, nie widzę wielkich korzyści dla przeciętnej osoby uczącej się angielskiego w specjalizowaniu się w slangu. Ani w slangu rozumianym jako coś lokalnego, ani w slangu rozumianym jako coś niepoprawnego politycznie, coś niekulturalnego. Warto co nieco wiedzieć, ale żeby robić z tego centrum wydarzeń przez lata nauki – raczej nie.