Archive

Monthly Archives: Kwiecień 2013

Naucz się podstaw, a potem sky is the limit

Jak pracowałem jako lektor angielskiego, potrafiłem po kilku tygodniach od rozpoczęcia kursu z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, kto z nowej grupy wytrwa w nauce i będzie sobie dobrze radził. Dotyczy to szczególnie grup całkowicie początkujących, ale nie tylko.

Skąd wiedziałem? Jeśli ktoś szybko zaczynał mieć dziury w swojej wiedzy i nie wykazywał ochoty, żeby je stopniowo łatać, po kilku tygodniach zamieniały się one w systematyczne zaległości. Po dwóch, trzech miesiącach widać było już rosnącą przepaść między najbardziej zaangażowanymi, którzy rwą do przodu, a tymi, którzy coraz mocniej zostają w tyle. W ten sposób rozkręcała się spirala motywacji dla jednych, a spirala demotywacji dla drugich.

Podstawy są najważniejsze

Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś przerobił z zaangażowaniem i w całości jakikolwiek dobry podręcznik dla początkujących, ma otwarte drzwi do naprawdę dużych osiągnięć.

Sam uczyłem się z serii podręczników Headway, jako lektor prowadziłem zajęcia z podręczników New English File, Language Leader oraz Face2Face. Różnice między nimi to z punktu widzenia początkującego studenta języka angielskiego kompletne subtelności.

W zasadzie wszystko jedno, z czego się uczymy. Jeśli będzie zaangażowanie, nawet najbardziej nieprzyjazny podręcznik dużo nas nauczy. Jeśli nie będzie zaangażowania, nawet najprzyjaźniejszy podręcznik niewiele pomoże.

Jestem w ogóle przekonany, że żyjemy w czasach, kiedy każdy ma dostęp za darmo i w każdym momencie do każdego typu materiałów. Brak materiałów to w najmniejszym stopniu nie jest problem. Wszystko, co dostajemy, jest tylko jakąś wersją, a w najlepszym wypadku, ulepszeniem, czegoś, co już było. Zmienia się tylko opakowanie, może unowocześniane są teksty i ćwiczenia.

Ale przecież nowej gramatyki nikt nie wymyśli. Zasady czytania ze zrozumieniem i jasnego pisania praktycznie się nie zmieniły.

Największą trudnością wydaje mi się w tej chwili brak skupienia, nadmiar bodźców i możliwości oraz brak długoterminowego zaangażowania. Poprzednie wpisy o technice Pomodoro oraz metodach nauki języków Mormonów mogą pomóc wypracować więcej skupienia i zaangażowanego podejścia.

Ale wracając do podstaw – przypominam sobie własnych kursantów z grup początkujących, z którymi spędziłem potem kilka lat jako lektor na kolejnych szczeblach nauki. To jedna z większych radości nauczyciela, jeśli widzi rozwój ludzi, którzy w jakiejś części od niego zależą. Jak na pierwszych zajęciach ktoś jest totalnie zakłopotany, przestraszony, a po trzech latach nauki swobodnie wyraża myśli w obecności native speakera. Miałem przyjemność uczyć takie osoby.

Co je łączyło? Bardzo duże zaangażowanie na pierwszych etapach nauki. Jak to się przejawia? Chęcią zrozumienia wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach, wykonywaniem absolutnie wszystkich zadań (często niezadowoleniem z nauczyciela, który coś chce ominąć!), radykalną ciekawością i optymizmem, że ten cały wysiłek do czegoś prowadzi.

Przypominam sobie też swoją drogę i muszę powiedzieć, że na jej początku uczyłem się angielskiego wręcz religijnie. Nauczyciel z liceum ignorował na przykład zadania na wymowę (pronunciation), z tymi dziwnymi znaczkami fonetycznymi i większość nie oponowała. Byłem ciekawy, jak to działa i wszystkiego nauczyłem się sam na tyle, na ile było to możliwe (nie jest to znowu aż tak trudne) – intuicja mnie nie myliła: znajomość fonetycznych podstaw języka do dzisiaj mi się przydaje. I to jak!

Masz podstawy, masz łatwiej

Ale w dobrym opanowaniu podstaw, czy to języka, czy innych umiejętności, kryje się prawdziwe złoto, z którego potem można długo korzystać.

Po pierwsze, jeśli początkowy wysiłek jest większy i bardziej skoncentrowany, później będzie nam dużo łatwiej. Będziemy mieli wszystkie elementy układanki potrzebne, żeby tworzyć bardziej skomplikowane całości. Dobrze ilustruje to tzw. krzywa uczenia się – im ostrzej będzie rosła na początku, tym szybkiej osiągniemy jakiś poziom satysfakcjonujących nas umiejętności.

Po drugie, unikniemy problemów z motywacją, które są plagą wszystkich uczących się, nie tylko języków. Każdy z nas zna pewnie uczucie słomianego zapału. Ja bardzo dobrze – iluż to już języków nie zaczynałem się uczyć (czeskiego, francuskiego, hiszpańskiego, chyba nawet chińskiego). Niestety za chęciami nie poszedł wysiłek i zaangażowanie. Nie udało mi się nigdy przejść etapu kilku pierwszych lekcji – brakowało skupienia i poczucia, że to do czegoś doprowadzi.

Po trzecie, będziemy zdziwieni, jak niewiele poza podstawami języka potrzeba w prawdziwym życiu. Problem wielu zaawansowanych studentów angielskiego polega na tym, że zbyt mocno komplikują swoje wypowiedzi. Są nienaturalni, nikt w ten sposób by się w normalnej sytuacji nie komunikował. Zapominają o podstawach.

Nie jestem oczywiście zwolennikiem znajomości tylko jakiegoś ograniczonego zbioru najpopularniejszych słów czy konstrukcji gramatycznych. To z kolei zbyt prostackie podejście. Nie polecam. Warto jednak zbudować bardzo mocne podstawy i być z nimi w kontakcie nawet na dalszych etapach nauki. Jedni z tych podstaw wybiją się na prawdziwą niezależność (praca w języku angielskim, pisanie, czytanie gazet, książek, itp.), inni wykorzystają je w bardziej przyziemnych sytuacjach (podczas podróży, załatwiania spraw zagranicą). To w zasadzie nie ma znaczenia – do jednego i drugiego i tak potrzebujemy podstaw.