Archive

Monthly Archives: Grudzień 2012

Jak są pierogi po angielsku, czyli co zrobić z kłopotliwymi polskimi słówkami?

A jak są po angielsku pierogi? Jak przetłumaczyć na angielski województwo? Jak powiedzieć gimnazjum po angielsku? Nie ma nauczyciela, który nie dostawałby tego typu pytań co najmniej kilka razy w tygodniu.

Uczniowie mają prawo pytać. Mają prawo nie wiedzieć. Problem polega na tym, że te trzy słówka, podobnie jak wiele innych tego rodzaju, to trochę odrębna kategoria. Odnoszą się do polskiej tradycji kulinarnej, polskiego podziału administracyjnego, polskiego systemu edukacji, nie mają swoich bezpośrednich odpowiedników w ogólnym angielskim.

Bo nie mogą mieć. Co możemy zrobić, żeby dogadać się z obcokrajowcem i zachować takie swojskie elementy? Jak przetłumaczyć na angielski pierogi, województwo, gimnazjum i wiele innych słówek zakorzenionych w polskiej kulturze. Mam na to trzy sposoby:

Jak są po angielsku pierogi?

Jak są po angielsku pierogi? credit: roboppy

1. Nie tłumaczyć, wytłumaczyć

Nie mamy się co spodziewać, że znajdziemy tłumaczenie słówka pierogi na angielski w słownikach. To danie kuchni wschodnioeuropejskich. W Rosji wystarczy powiedzieć pielmieni, na Ukrainie wareniki i każdy nas natychmiast zrozumie. Ani Anglicy, ani Amerykanie, ani żadna inna nacja mówiąca po angielsku nie ma odpowiednika tej potrawy w swojej kulturze.

Co więcej, do niedawna prawdopodobnie nie wiedzieli o jej istnieniu. Zmieniła to może choć trochę emigracja Polaków na Wyspy Brytyjskie i inne okazje do wymian kulturowych (mieszane małżeństwa, Erasmus, Euro, itp.).

Dlatego moim zdaniem, jeśli coś spotyka się wyłącznie w Polsce lub naszym regionie, nie ma co na siłę silić się na tłumaczenia jeden do jednego. Takich tłumaczeń nie ma, a nawet jeśli gdzieś je znajdziemy, nikt i tak nie zrozumie, co się pod nimi kryje.

Co jeśli nie tłumaczenie? Proponuję wytłumaczenie – opisanie w bardziej złożonej formie, co mamy na myśli. You know, pierogi, these little savoury pies stuffed with a filling of cheese and vegetables or meat. We’re crazy about them in Poland.

2. Wikipedia

Niewiele osób wie, że Wikipedia to doskonałe narzędzie do tłumaczenia z polskiego na angielski i wiele innych języków. I odwrotnie. Jeśli żaden słownik w zasięgu ręki nam nie pomaga, warto sprawdzić, co ma do powiedzenia internetowa encyklopedia. Weźmy na przykład słówko województwo – jak to przetłumaczyć na angielski? Wiadomo – dotyczy ono polskiego podziału administracyjnego, więc nie ma szans, żeby znalazło się w tradycyjnych słownikach typu Longman czy Wordpower.

Odszukajmy hasło w polskiej Wikipedii, a następnie po lewej stronie znajdziemy listę języków, na które zostało ono przetłumaczone. Angielski jest wśród nich.

Okazuje się, że jest bezpośredni angielski odpowiednik – voivodeship. Ale nie łudźmy się – żadna osoba bez doktoratu ze współczesnej Polski nie zrozumie tego słówka bez wytłumaczenia. I znowu wracamy do pierwszego sposobu, czyli dłuższego opisu. You know, voivodeship is a Polish name for a province, the high level unit of administrative division.

Jak jest województwo po angielsku?

3. porównanie do angielskiej / amerykańskiej rzeczywistości

A jak jest po angielsku gimnazjum? Na pewno nie gymnasium. Dlatego, że gymnasium to dłuższa, formalna wersja słówka gym. Czyli sala gimnastyczna. Mamy tu do czynienia z typowymi false friends, czyli słówkami, które brzmią podobnie po polsku i angielsku, ale znaczą coś zupełnie innego (jak np. eventually czy actually).

W tym przypadku nieźle zadziała pierwsza metoda, czyli opisowe wytłumaczenie, co oznacza polskie gimnazjum. You know, it’s a type of secondary school in Poland where you go at the age of 13 after six years in primary school.

Doskonale sprawdza się Wikipedia, chociaż trzeba zajrzeć trochę głębiej w hasło. Gimnazja są również popularne np. w Austrii, ale jest to zupełnie inny typ szkoły niż polskie gimnazjum. Wikipedia używa terminologii znanej z angielskiej oraz amerykańskiej rzeczywistości – polskie gimnazjum to middle school lub junior high school.

Szkolnictwo różni się na całym świecie niemiłosiernie, więc nie ma co liczyć na to, że uda nam się jednym słowem oddać wszystkie założenia tego etapu edukacji w Polsce – w innych krajach, a nawet regionach, program czy tok nauki mogą wyglądać całkiem inaczej. Ale takie porównanie do brytyjskiej czy amerykańskiej rzeczywistości to najlepsze, co możemy w tej sytuacji zrobić.

Takich słówek jest mnóstwo. No bo jak jest po angielsku kisiel? Albo gołąbki? Nie mówiąc o paprykarzu szczecińskim. Albo indeksie (studenckim).

Jak się wymawia Google, Apple, Amazon – czyli jak radzić sobie z angielskimi nazwami własnymi?

Ile to razy już słyszałem, jak ktoś przekręca nazwę najpopularniejszej wyszukiwarki w internecie. Ile razy słyszałem, jak ktoś chwalił się nowym tabletem, ale nie potrafił dobrze wypowiedzieć nazwy jego producenta (a przecież apple to wcale nie takie trudne słówko).

Najlepsze jest jednak to, że błędy słyszałem nie tylko z ust zwykłych ludzi, nie tylko z ust informatyków, którzy pracują w branży, dla której firmy typu Google, Apple czy Amazon są jak BMW dla branży samochodowej (nawiasem mówiąc, jak się wymawia BMW po angielsku?). Błędy słyszałem niestety również z ust polskich lektorów z doktoratem na anglistyce uczących na politechnice na kierunkach informatycznych.

Z jednej strony to rozumiem – nazw własnych nie znajdziemy zbyt wiele w kursach dla obcokrajowców. A jeśli nawet się zdarzają, nie przywiązujemy do nich wielkiej uwagi. Niesłusznie.

Rola nazw własnych w języku

Kiedy po pierwszym roku anglistyki w Poznaniu pojechałem na staż dziennikarski w Stanach Zjednoczonych, mój największy problem polegał właśnie na tym, że język nagle zaczął zawierać mnóstwo nazw własnych, których nie znałem. Większość odnosiła się oczywiście do miejsca, w którym byłem – osoby, ulice, restauracje, itp. Nagle z poziomu ogólnikowych dyskusji po angielsku, zszedłem na poziom dużo bardziej przyziemny – na poziom opisywania najbliższej rzeczywistości.

Firmy czy produkty to jak najbardziej część naszej codziennej rzeczywistości – powinniśmy wiedzieć, jak się wymawia Google, Apple, Amazon, Levi’s, Cartier czy BMW. Podobnie jest z nazwiskami polityków i innych osób publicznych (np. Roosevelt, Beyonce), a nawet miast i miejsc (np. stolica Szkocji – Edinburgh, Niagara Falls).

Nasz główny problem to brak obycia z autentycznym językiem. Nauka angielskiego jest niestety nastawiona na podręczniki i kursy językowe, co w dużej mierze odrywa ją od rzeczywistości. Lubimy się uczyć w sztucznym środowisku. Na dodatek w naszym naturalnym otoczeniu nie ma zbyt wiele angielskiego – polski trzyma się wszędzie dość mocno.

Zresztą to ciekawe, jakie fonetyczne mutacje potrafimy wymyślić. Mistrzem przekręcania angielskich nazw własnych jest chyba Kuba Wojewódzki – tylko Google słyszałem z jego ust w trzech różnych wersjach.

Jak wymawia się Google, Apple i Amazon?

Jeśli nie wiemy, warto sprawdzić. Gdzie? Mogę z czystym sumieniem polecić serwis Inogolo, który wyspecjalizował się w dostarczaniu tego typu informacji. Oprócz wyszukiwarki wymowy różnych nazw własnych po angielsku, znajdziemy tutaj też kompletne przewodniki, np. nazwisk popularnych artystów, ras psów, greckiego czy meksykańskiego jedzenia, kawy i wszystkiego wokół kawy czy terminów biblijnych. To bardzo ciekawe zasoby.

Tutaj możesz posłuchać wymowy słowa Google.

Jak wymawia się Google po angielsku - sprawdż w Inogolo

Jak wymawia się Google po angielsku – sprawdż w Inogolo

Wymowa angielska niektórych nazw zasadniczo różni się od polskiej i może zaskoczyć każdego, kto wcześniej jej nie słyszał. Tutaj popularne dżinsy Levi’s, tutaj stolica Chin Pekin po angielsku.

Strona jest atrakcyjna sama w sobie i warto na niej spędzić trochę czas weryfikując nasze przekonania o tym, jak coś powiedzieć z rzeczywistością.

Drugi serwis, gdzie znajdziemy nagrania wymowy angielskich nazw własnych to HowJSay – to prosta wyszukiwarka słówek. W Inogolo nie ma na przykład wymowy słowa Amazon, a na tej stronie owszem jest. Tutaj dla wszystkich niepewnych, jak powiedzieć Amazon.

 Gdzie znajdę wymowę angielskich nazw własnych - na howjsay.com

Gdzie znajdę wymowę angielskich nazw własnych – na howjsay.com

Nawiasem mówiąc, dla tych, którzy nie wiedzą, jest to gigantyczny supermarket, który od lat zapowiada, że wejdzie też do Polski, ale jakoś nie może tego zrobić. A szkoda – ceny ma tak atrakcyjne, że wolę kupować książki po angielsku w brytyjskim Amazonie (darmowa dostawa do Polski od 25 funtów, ok. 130zł) niż w Empiku czy gdziekolwiek indziej.

Tutaj dla wszystkich miłośników iPadów, iPhone’ów i innych gadżetów wymowa słówka jabłko.

Jak nauczyć się języka obcego – skorzystaj z metod Mormonów

Od około dziesięciu lat mieszkam w Poznaniu i od początku natykałem się na ulicach miasta na amerykańskich misjonarzy. Chodzą dwójkami i zagadują przechodniów w języku polskim z bardzo silnym amerykańskim akcentem. To Mormoni, przedstawiciele Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, jednego z odłamów chrześcijaństwa. Przez te wszystkie lata spotkałem na ulicach Poznania kilkanaście takich par. Młodych ludzi, powiedzmy, że w okolicach dwudziestki. Wszyscy mówili po polsku.

Z drugiej strony – poznałem też dziesiątki native speakerów w szkołach językowych, gdzie uczyłem. Może jeden czy dwóch próbowało używać polskiego.

Intryguje mnie, skąd się bierze zdolność Mormonów misjonarzy do nauki języków obcych. To przecież nie przypadek ani interwencja boska, że praktycznie każdy z nich opanowuje język kraju, do którego się udaje na misję. Nikt nie wmówi mi też, że to kwestia jakichś innych genów, talentu czy powietrza, którym oddychają. Jaki jest ich sekret? Jak uczą się języków obcych?

Jak się nauczyć języka obcego? - porady Mormonów

Jak się nauczyć języka obcego? – porady Mormonów credit: hoveringdog

Jak nauczyć się języka obcego jak misjonarz?

Ostatni raz spotkałem Mormonów misjonarzy kilka tygodni temu i wstępnie umówiłem się z nimi na nagranie rozmowy o uczeniu się języków, którą chciałem opublikować na tej stronie. Niestety nie zgodził się na nią ich przełożony (mam nadzieję, że to się zmieni). Do tego czasu pozostaje skorzystanie z ogólnie dostępnych informacji.

To, co udało mi się ustalić, jest fascynujące.

Przed wyjazdem na zagraniczną misję (które są dobrowolne, ale bardzo popularne), każdy misjonarz przechodzi szkolenie, które zawiera także niezwykle ważny komponent językowy. Skoro mają rozmawiać z ludźmi w obcych krajach, muszą to robić w ich języku.

Podręcznik misjonarza – jak nauczyć się języka obcego

Na szczęście w internecie można swobodnie przejrzeć cały przewodnik misjonarza oraz jego część poświęconą nauce języków obcych. Co zawiera? Jaki jest sekret Mormonów, jeśli chodzi o uczenie się nowych języków?

1. Zaangażowanie i cierpliwość

Na początek zmartwię wszystkich, którzy oczekiwali cudów. Nie będzie ich. Mormoni wiedzą, że najważniejsze czynniki w nauce języków obcych to wysiłek oraz czas. W naukę języka trzeba się zaangażować – to nie może być coś, co uda się mimochodem. Coś na boku. Coś przypadkowego.

Na pewno misjonarzom pomaga jasny cel ich nauki – za chwilę wyjadą do kraju, w którym będą musieli rozmawiać z ludźmi na ulicy w ich języku. To nie tylko potężny cel – to również cel bardzo mocno określony w czasie. Dlatego nauka jest intensywna, skoncentrowana. Przecież już za kilka tygodni, miesięcy będę musiał tego języka użyć.

Tego nie doświadczymy niestety w normalnej szkole czy na kursie. Możemy takie zaangażowanie albo sobie narzucić (np. zdać poważny egzamin za pół roku), albo odnaleźć je w sobie (np. uwielbiam amerykańskie reportaże – chcę je czytać w oryginale).

A drugi czynnik to cierpliwość. Nauka języka to naprawdę proces długoterminowy. Jakieś operacyjne podstawy możemy wypracować szybko, ale potem patrzymy prawdopodobnie na całe życie poświęcone na udoskonalanie swojej wiedzy. Ilu maturzystów ma takie podejście do nauki? Ilu kursantów? Zbyt mało!

2. Odpowiedzialność

Uwielbiam tą zasadę. Mormoni mają tu kompletną rację. To my jesteśmy odpowiedzialni za swoją edukację. Nawet jeśli chodzimy na płatny kurs angielskiego w prywatnej szkole językowej lub na kurs w Anglii, to nie nasi nauczyciele będą się uczyć, tylko my.

Nikt lepiej nie rozumie naszych potrzeb niż my. Nikt lepiej nie wie, jak najlepiej się uczymy. Nikt lepiej nie wie, co lubimy robić w języku. Dlatego nie zrzucajmy na innych odpowiedzialności za swój rozwój. Korzystajmy z ich wsparcia, ale bierzmy odpowiedzialność w swoje ręce.

PS: Ten fragment dedykuję mojej przyszłej żonie, która od lat powtarza mi, że nie zna wystarczająco dobrze angielskiego, bo JA jej nie uczę. 😉

3. To musi mieć sens

Kolejny strzał w sedno. Uczenie się dla rodziców ma krótkie nogi. Uczenie się dla ocen jest dobre na krótką metę. Uczenie się tylko po to, zapamiętać X tysięcy słówek, jest – niedelikatnie mówiąc – niedorzeczne.

Po co się uczysz? Dlaczego się uczysz? Co chcesz robić z językiem obcym i w języku obcym? Czy metody, których używasz składają się w jakąś spójną całość i prowadzą do jakiegoś celu, czy używasz ich „bo tak mi w szkole powiedzieli”, „tak trzeba”, itp. Dużo skuteczniej uczymy się wtedy, gdy nauka ma głęboki sens – dotyczy to szczególnie nauki w długim okresie. Nie pod jeden egzamin, nie pod jedną kartkówkę.

4. Szukaj komunikacji

Absolutna podstawa. Dodałbym tylko, że komunikacja to nie tylko rozmowa. To również czytanie ze zrozumieniem. To pisanie tak, żeby inni zrozumieli. Albo się czegoś z naszego pisania nauczyli. Albo się oburzyli, wzruszyli, itp. Język polski i języki obce to narzędzia komunikacji – wymiany myśli, wymiany emocji, wymiany doświadczeń.

Celem Mormonów jest nauczanie ewangelii – wokół tego budują swoją znajomość języków obcych. Co Ty chciałabyś lub chciałbyś komunikować? Jak? Komu?

5. Nie ucz się na odwal się

Kolejny hit – jeśli już się czegoś uczymy, uczmy się dobrze, dokładnie, kompletnie. Nie na odwal się. Nie żeby tylko odrobić lekcje, odbębnić kolejne ćwiczenia.

Pisałem jakiś czas temu o technice Feynmana – to doskonałe narzędzie wspomagające nasz proces uczenia się języków obcych. Dzięki temu podejściu szybko wyłapiemy luki w naszym rozumieniu najważniejszych pojęć i je załatamy. Cała struktura naszej wiedzy się dzięki temu wzmocni.

Jak nauczyć się języka obcego dzięki doświadczeniom Mormonów?

1. Zaangażuj się i cierpliwie czekaj na rezultaty

2. Weź odpowiedzialność za swoją naukę

3. Edukacja musi mieć sens

4. Język jest po to, żeby się komunikować (nie tylko w mowie)

5. Odrzuć bylejakość

Czy angielskiego można nauczyć się z seriali – fakty i mity

Czyż nie byłoby cudownie połączyć przyjemne z pożytecznym i nauczyć się angielskiego z seriali? Wszyscy uwielbiamy amerykańskie produkcje HBO, sitcomy, angielskie seriale kostiumowe czy komediowe. A na dodatek w tej chwili obejrzenie ich w oryginalnej wersji jest prostsze niż kiedykolwiek.

Czy można się nauczyć angielskiego z seriali? Przeczytaj pierwszy artykuł w tej serii, w którym przyglądam się faktom i mitom związanym z uczeniem się angielskiego z seriali.

Nauka angielskiego z seriali – fakty

Czy nauka angielskiego z seriali jest możliwa?

Czy nauka angielskiego z seriali jest możliwa? credit: • Happy Batatinha •

Fakt: Oglądanie seriali (czy innych programów telewizyjnych) w oryginale to okazja do osłuchania się z językiem we względnie naturalnych warunkach. Co mam na myśli? Przede wszystkim chodzi o obserwowanie i słuchanie ludzi w normalnych sytuacjach, nie w klasie, na wykładzie czy podczas odczytu. Telewizja, a szczególnie seriale obyczajowe, dużo lepiej oddają rzeczywistość niż większość podręcznikowej, klasowej nauki. Co więcej, często ją wręcz kreują.

Do tego stopnia, że niektóre kwestie serialowych bohaterów wchodzą do codziennego języka. Stają się praktycznie cytatami, które najwięksi fani potrafią cytować z pamięci. Tutaj kilka przykładów dla serialu Przyjaciele oraz Seks w wielkim mieście.

Fakt: Bez trudu znajdziemy seriale o najróżniejszej tematyce i o ile nie chodzi o to, żeby stać się biegłym w języku medycznym czy prawniczym, oglądanie tego typu filmów da nam na pewno jakiś wgląd w ten wycinek rzeczywistości. A jeśli studiuję medycynę czy prawo, ER, House czy Ally McBeal to powinny być praktycznie lektury obowiązkowe.

Uczyłem kiedyś na zajęciach indywidualnych wziętą diabetolog z Poznania, która mimo braków w pewności siebie i gramatyce, potrafiła fantastycznie opowiadać o swojej pracy i swoich pacjentach po angielsku. Przyznała mi się kiedyś, że namiętnie kupuje i ogląda amerykańskie seriale medyczne.

Fakt: Oglądanie seriali po angielsku ma moim zdaniem pewną przewagę nad oglądaniem wiadomości po angielsku, choć wiem, że warto robić i jedno, i drugie. Serwisy z newsami są niezwykle sztampowe, powtarzalne i przewidywalne. Na dodatek wiele treści jest w oczywisty sposób ilustrowane zdjęciami. No i przecież zazwyczaj już to gdzieś widzieliśmy, słyszeliśmy, czytaliśmy po polsku.

Seriale i filmy zawierają zazwyczaj dużo większą dawkę humoru (a to trudniejsze do zrozumienia dla uczącego się). Poza tym obraz nie zawsze dokładnie oddaje treść języka – jest jakąś pomocą, ale na pewno nie zastępuje rozumienia ze słuchania. No i pomimo tego, że całość jest zainscenizowana i zagrana, to wygląda jednak jak spontaniczna sytuacja i wymaga od nas połączenia języka z tą praktyczną sytuacją właśnie. Ktoś, kto czyta najnowsze wiadomości pracuje cały czas w jednej konwencji mówienia do kamery. W serialach mamy do czynienia z całą gamą okoliczności, interakcji, emocji, itp.

Nauka angielskiego z seriali – mity

Mit: Byłoby pięknie, gdyby wystarczyło oglądać seriale z USA czy Wielkiej Brytanii, żeby po jakimś czasie mówić dokładnie tak, jak Amerykanie czy Brytyjczycy. To oczywiście nie działa i nie może działać w ten sposób.

Byłoby to dużo bardziej realistyczne, gdybyśmy od dziecka mieli kontakt z telewizją po angielsku z polskimi napisami. Ten wczesny kontakt z językiem mógłby wiele zmienić. Tak dzieje się w krajach skandynawskich, gdzie system podpisów w lokalnym języku ma dwie korzyści – oswajania z językami obcymi oraz promowania umiejętności czytania.

Nawet tam nauka angielskiego musi być dodatkowo poparta innym typem aktywności. Szwedzi, Finowie, Norwegowie uczą się angielskiego w szkole, ale telewizja im ułatwia sprawę. Nikt nigdy nie nauczył się języka tylko i wyłącznie biernie go słuchając.

Mit: Nie łudźmy się, że nauczymy się języka z seriali czy filmów nie mając żadnych podstaw. Gdyby było to tak łatwe, siedziałbym w tej chwili i wpatrywał się w telewizję po francusku, hiszpańsku albo chińsku. No właśnie – żeby zaistniały jakiekolwiek korzyści edukacyjne potrzebujemy podstaw. Bez fundamentów w postaci najważniejszej gramatyki i choć odrobiny słownictwa będziemy jak dzieci we mgle.

Urodziłem się i mieszkałem całe dzieciństwo na terenie przy czeskiej granicy. Oglądałem sporo czeskiej telewizji, ale poza pewnym ogólnym obyciem z tym językiem, nie mam żadnych systematycznych kompetencji w nim. Dlaczego, że nigdy nie zadbałem o podstawy, na których można budować dalsze umiejętności, np. przy pomocy seriali.

Mit: Byłoby przesadą mówienie, że serialowy język angielski to odwzorowanie rzeczywistości jeden do jednego. Uczenie się z seriali to trochę jak uczenie się z piosenek czy gier komputerowych. Jest to jakieś przybliżenie, ale tak naprawdę uczymy się w ten sposób pięknie ubranych w słowa kwestii stworzonych przez scenarzystów.

Z drugiej strony nie ma w tym niczego złego. Szczególnie jeśli potraktujemy seriale jako jedno z kilku źródeł naszej wiedzy o języku.

W kolejnych artykułach z tej serii przeczytasz, jak skutecznie uczyć się angielskiego z seriali oraz które seriale są szczególnie godne polecenia do celów edukacyjnych.