Archive

Monthly Archives: Listopad 2012

Dlaczego angielski jest taki popularny?

Są na świecie języki, którymi posługuje się więcej osób niż angielskim (wyprzedzają go języki mandaryńskie oraz hiszpański). Jeśli spojrzymy wyłącznie na liczbę native speakerów, bez wszystkich, którzy nauczyli się danego języka jako obcego, angielski wyprzedzi jeszcze więcej języków.

Jednak to angielski stał się najpopularniejszym i najpotężniejszym językiem na świecie. W Polsce, w Europie i wielu innych zakątkach świata, to właśnie tego języka najchętniej uczymy się w szkołach. To angielski jest dominującym językiem dyplomacji, biznesu, nauki czy internetu.

Dlaczego? Skąd się bierze popularność angielskiego?

Na początek warto posłuchać krótkiego wykładu prof. Davida Crystala, znawcy historii i współczesności języka angielskiego. Okazuje się, że rola, jaką odgrywa w tej chwili język Brytyjczyków czy Amerykanów nie ma nic wspólnego z jego strukturą, fonetyką czy pisownią.

Obecna rola angielskiego to zasługa historii. Początki dzisiejszej dominacji to brytyjski kolonializm Londyn kontrolował w XVI, XVII i XVIII wieku praktycznie pół świata. Nie bez przyczyny mówiło się, że nad Imperium Brytyjskim nigdy nie zachodzi słońce. Od Indii po pierwsze kolonie amerykańskie, to Brytyjczycy decydowali o polityce i handlu. To oni kształtowali obyczaje.

Od połowy XVIII wieku doszła do tego rosnąca przewaga Wielkiej Brytanii w przemyśle. Dzięki wynalazkom Rewolucji Przemysłowej (np. maszynie parowej) Brytyjczycy mogli produkować więcej i taniej. To język angielski był środkiem przekazu dla całej rzeszy wynalazców, którzy popchnęli światową gospodarkę w nowym kierunku. Ci, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw rewolucji, musieli się go uczyć, wysyłać dzieci do Londynu po nauki, itp.

Dzięki swojej roli w polityce i handlu, Wielka Brytania stała się naturalnym centrum finansowym. To tutaj były zawierane kluczowej transakcje. Na dodatek w XIX wieku gwałtownie bogacić zaczęły się Stany Zjednoczone. Po obu stronach Atlantyku dwa narody mówiące po angielsku rozdawały karty w polityce, handlu oraz finansach. To londyńskie City oraz nowojorskie Wall Street stały się finansowymi stolicami świata.

No i w końcu kultura. Eksplozję anglosaskiej popkultury najwyraźniej widać po wojnie. Od Elvisa Presleya przez The Beatles, Pink Floyd, Boba Dylana i wielu wielu innych w muzyce. Jamesa Deana, Roberta Redforda, Stevena Spielberga i wielu wielu innych w filmie. Stephena Kinga czy J.K. Rowling w literaturze.

Jakby tego było mało, najważniejszy wynalazek ostatnich lat też rozwinął się i jest w dużej mierze kontrolowany przez amerykańskie firmy. Firmy Google, Facebook, Microsoft czy Apple pochodzą z Doliny Krzemowej w Kalifornii i praktycznie definiują internet dla reszty świata. Włącznie z językiem, którego używamy.

W ten sposób język małej wyspy u wybrzeży Europy stał się najpopularniejszym i najpotężniejszym językiem świata, mimo że ani dzisiaj, ani w różnych okresach historii, nie posługiwała się nim największa grupa ludzi na świecie.

Jak użyć Google do nauki angielskiego – trzy proste triki dla każdego

Google to niebywale potężna maszyna, z której wszystkich możliwości nie zdajemy sobie niestety sprawy. Większość z nas po prostu wpisuje hasło i oczekuje najlepszej możliwej odpowiedzi. Cóż – do tego właśnie służy ta wyszukiwarka, ale jest w nią wbudowane kilkaset funkcji i filtrów, które pozwolą nam użyć jej do bardziej zaawansowanych celów. To prawdziwy kombajn, z którym osobiście najbardziej uwielbiam eksperymentować na polu edukacja.

W czym może nam pomóc podczas nauki angielskiego? Sprawdź, jakich trzech trików używam, żeby szybciej i skuteczniej znajdować odpowiedzi na swoje pytania.

1. Poproszę o definicję

W wyszukiwarkę Google wbudowany jest jednojęzyczny słownik języka angielskiego. Google sczytuje z innych internetowych słowników definicje i przedstawia nam to w syntetycznej wersji, włącznie z wymową. Jak z niego skorzystać?

Powiedzmy, że poszukujemy wytłumaczenia dość trudnego słowa procrastination. Chcemy również wiedzieć, co znaczy procrastination po polsku. Google pozwala nam wykonać obie operacje bez opuszczania wyszukiwarki. Jak to zrobić?

Po pierwsze użyjmy operatora define. Mówi on wyszukiwarce, że poszukujemy definicji jakiegoś hasła. Czyli wpisujemy następujący ciąg: define procrastination i otrzymujemy odpowiedź – jednozdaniową definicję, a poniżej mnóstwo stron słowników internetowych, jeśli chcemy wiedzieć więcej.

Jak użyć Google jako słownika internetowego?

Jak użyć Google jako słownika internetowego?

Zresztą nie musimy przechodzić do słowników po więcej informacji. Pod definicją Google jest odnośnik more info – wejdźmy w niego i wyszukiwarka pokaże nam nie tylko większą porcję definicji, ale też wymowę z plikiem audio do odtworzenia, synonimy oraz funkcję tłumaczenia na wybrany język.

Jak używać Google do nauki angielskiego?

Jak używać Google do nauki angielskiego?

2. Czy takie połączenie naprawdę istnieje

Jednym z olbrzymich problemów osób uczących się angielskiego, również studentów anglistyki czy nawet niektórych nauczycieli angielskiego, jest nienaturalność języka, który używają. Niby każde słowo istnieje, niby nie ma błędów gramatycznych, ale to wszystko brzmi nieprawdziwie lub czyta się to źle.

Żaden native speaker by tak nie powiedział. Żaden native speaker by tak nie napisał.

Problem wynika z braku obycia z żywym językiem. Jeśli wystarczająco dużo nie mówimy, nie czytamy i nie słuchamy z oryginalnych źródeł zaczynamy tworzyć własny język angielski, który będzie raczej jakąś kalką z polskiego niż prawdziwym językiem Amerykanów, Anglików czy obywateli świata.

Wielu moich uczniów z czasów, kiedy uczyłem chwilę na anglistyce, nie chciało przyjąć do wiadomości, że np. w ich tekście widzę tego typu problem. Słowa czy gramatyka się przecież zgadzamy. Żeby im udowodnić, że mam rację używałem Google. Jak?

Jeśli poszukiwane hasło wpiszemy w cudzysłowie np. „hide their short temper” (wzięte z pracy jednej ze studentek), wyszukiwarka poda nam najpierw wyniki, które zawierają dokładnie tę frazę, w dokładnie tej kolejności.

Czy używamy prawdziwego angielskiego?

Czy używamy prawdziwego angielskiego?

I co z tego? I to z tego, że czasami w żadnym dokumencie w internecie nie znajdziemy tego połączenia. I co z tego? I to z tego, że internet to gigantyczna baza autentycznego języka i jeśli jakiegoś połączenia tam nie ma – jest bardzo prawdopodobne, że nie istnieje. Że właśnie „stworzyliśmy” swój fragment języka angielskiego. Używamy nieprawdziwego języka.

Lubię w ten sposób sprawdzać podejrzane fragmenty lub upewniać się, że coś naprawdę istnieje. Czasem nie będzie żadnego rezultatu, czasem coś napisanego w tej sposób po angielsku na Ukrainie, Tadżykistanie, Brazylii, Chinach czy w Polsce. To kolejny dowód, że używamy nieprawidłowego angielskiego.

3. Podpowiedzi

W wyszukiwarkę wbudowany jest moduł autocomplete. Oznacza to, że Google będzie próbować się domyślić, czego poszukujemy już na etapie wpisywania hasła. Wystarczy pierwsza literka, a maszyna już zacznie sugerować hasła. Jak da się tego użyć w nauce języka angielskiego? Na wiele sposobów – dzisiaj chciałbym zachęcić do użycia tej funkcji znajdowania ciekawych kolokacji.

Powiedzmy, że potrzebne nam wyrażenie w stylu „silny jak lew”, ale nie wiemy, czy po angielsku też tak mówią. Wystarczy że wpiszemy początek: strong as, a Google zacznie sugerować zakończenie. Pierwsze trzy z nich to coś, czego moglibyśmy z powodzeniem użyć.

Google – silny jak lew

Takich trików i hacków, dzięki którym internet stanie się naszym sprzymierzeńcem w nauce angielskiego czy innych umiejętności jest nieskończona ilość. Wiele jest nieodkrytych. Zachęcam do otworzenia się na tego typu metody i wyjście poza schemat podręcznik – nauczyciel – kurs angielskiego.

Tutaj świetny kurs zaawansowanej obsługi Google – na dodatek po angielsku.

Tutaj przeczytasz też o technice Pomodoro oraz technice Feynmana, które mogą pomóc ci uczyć się lepiej.

Angielski polskich polityków – Leszek Balcerowicz, Wincent Rostowski, Radek Sikorski

We wcześniejszej serii artykułów przyglądałem się, jak z językiem angielskim radzą sobie polscy dziennikarze. Między innymi Kuba Wojewódzki, Magda Mołek, Oliwier Janiak czy Wojciech Mann. Są wśród nich prymusi i uczniowie, którym przydałyby się zajęcia wyrównawcze. Przede wszystkim, każdy z nich ma dość ciekawą historię związaną z angielskim.

Opisując angielski znanych ludzi nie chcę ich surowo oceniać czy obiektywnie mierzyć ich umiejętności. Moje dane pochodzą ze słyszenia, szczątków języka, który gdzieś kiedyś usłyszałem z ich ust. Tak samo chciałbym spojrzeć na polskich polityków. Okazuje się, że niektórzy to praktycznie native speakerzy.

Dzisiaj przyglądam się byłemu ministrowi finansów Leszkowi Balcerowiczowy, obecnemu ministrowi Wincetowi Rostowskiemu oraz ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu. Nie ma co budować napięcia – każdy z nich otrzyma najwyższą możliwą ocenę.

Angielski Leszka Balcerowicza – ocena: 6

Bardzo długo nie słyszałem profesora Leszka Balcerowicza w akcji po angielsku. Czytałem jego artykuły w anglojęzycznych czasopismach, ale były zazwyczaj bardzo techniczne w obrębie finansów i ekonomii. Umiejętność naukowców do pisania po angielsku przy jednoczesnym kompletnym braku zdolności do komunikacji w tym języku jest powszechnie znana.

Potem trafiłem jednak na rozmowę prof. Balcerowicza dla jednego z amerykańskich think tanków, w której ze swadą i swobodą rozmawiał ze swoim rozmówcą o problemach ekonomicznych Grecji. Zobaczyłem go jeszcze w CNN w rozmowie na żywo i miałem już pewność – jego angielski nie jest idealny fonetycznie, ma piękny polski akcent, ale wypowiada się swobodnie i logicznie.

O tym, że tego typu panowanie na językiem angielskim nie jest powszechne wśród środkowo-europejskich ministrów finansów można się przekonać oglądając niesławny wywiad z kolegą prof. Balcerowicza z Łotwy z 2008r. Film jest doskonałym przykładem tego, jakiego wariata może z siebie zrobić ktoś, kto nie zna języka i porywa się na wykonanie trudnego w nim zadania. Jestem pewien, że ten polityk to poważny ekonomista, a jednak wypowiada się (a potem zachowuje) jak dziecko. Płaci wysoką cenę za braki w swojej edukacji.

Ale wracając do prof. Balcerowicza – podejrzewam, że na jego sukces w angielskim składają się dwie rzeczy. Jego charakter – Leszek Balcerowicz jest znany z niebywałej dyscypliny i konsekwencji. Jest znanym biegaczem długodystansowcem. W polityce również należał do postaci wyjątkowo wyjątkowo wytrwałych w obliczu trudności. Kiedyś podobno ktoś rzucił w niego tortem na wykładzie na SGH – prof. Balcerowicz przetarł tylko okulary i kontynuował wykład.

Oprócz cech charakteru na pewno liczyły się liczne wyjazdy zagraniczne (stypendia, konferencje) oraz dostęp do angielskich materiałów w dość niesprzyjających pod tym względem czasach komunizmu.

Angielski Wincenta Rostowskiego – ocena: 6

Ocenianie obecnego ministra finansów, jeśli chodzi o jego znajomość języka angielskiego jest trochę nie na miejscu. To tak, jakby ktoś oceniał nas ze znajomości polskiego.

Wincent Rostowski jest potomkiem polskich emigrantów wojennych, którzy osiedlili się w Wielkiej Brytanii. Wychował się na Wyspach, tam się uczył i studiował. Jest praktycznie w połowie Polakiem, w połowie Anglikiem. Przez lata zajmował się naukowo Polską i Europą Środkową, dużo publikował o tym regionie, a nawet doradzał Leszkowi Balcerowiczowi w okresie przemian.

Wypowiada się jak prawdziwy dżentelmen.

Angielski Radosława Sikorskiego – ocena: 6

Sytuacja jest trochę podobna w przypadku obecnego ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego. Nie urodził się co prawda w Wielkiej Brytanii, ale wyemigrował tam w latach 80. ze względów politycznych. Był nastolatkiem.

Jego biografia przed i po wyjeździe do Anglii jest niebywale barwna. Był aktywnym członkiem wpływowych organizacji studenckich, korespondentem wiodących brytyjskich dzienników i tygodników (np. The Economist) w Afganistanie, Rosji i Polsce oraz szefem New Atlantic Initiative, wpływowego think tanku w Waszyngtonie. Jest autorem kilku książek po angielsku, a prywatnie mężem publicystki nagrodzonej Pulizerem Ann Applebaum.

Tutaj udziela wywiadu Mice Brzezinski (również ciekawa postać o polskich korzeniach) w amerykańskiej telewizji MSNBC.

Cóż, nie każdy polski polityk jest poliglotą. Nie każdy musi być. Znajomość języków nie jest wymagana, żeby wygrać wybory do parlamentu czy dostać się do rządu. W kolejnych odcinkach tej serii sprawdzimy, jak z angielskim radzą sobie między innymi Kazimierz Marcinkiewicz, Donald Tusk czy Jerzy Buzek.

Jak uczyć się lepiej i zapamiętać więcej dzięki technice Feynmana?

Wielu moich kursantów i studentów ma dwa powtarzające się problemy, które na dodatek są ze sobą powiązane. Często słyszę, że nie rozumieją jakiegoś pojęcia w angielskim (może tu chodzić o słownictwo, gramatykę czy sposób użycia). Po drugie, nawet jeśli wytłumaczę im to na zajęciach krok po kroku i sprawdzę zrozumienie, na kolejnych zajęciach albo tego nie pamiętają, albo są bardzo niepewni swojej wiedzy.

Czy da się coś na to poradzić? Mówię tu oczywiście o jakiejś technice, która pozwoli uczniom lepiej zrozumieć i zapamiętać różne zagadnienia, nie tylko czysto językowe? Przeczytaj, jak uczyć się lepiej i zapamiętać więcej dzięki technice Feynmana?

Technika Feynmana

Richard Feynman to amerykański fizyk, który miał swój olbrzymi udział w rozkwicie tej dziedziny nauki w dwudziestym wieku. To jeden z najważniejszych naukowców ubiegłego wieku, jego zainteresowania wybiegały daleko poza obszar fizyki. Jego metoda uczenia się o nowych zjawiskach może pomóc nam w nauce języka angielskiego i każdej innej umiejętności, która wymaga zrozumienia pojęć.

Jak uczyć się lepiej i zapamiętać więcej - technika Feynmana

Jak uczyć się lepiej i zapamiętać więcej – technika Feynmana / credit: h.koppdelaney cc

Na czym polega?

Na początek musimy jasno zdefiniować nasz problem – powiedzmy, że jest to słownictwo związane z pracą. Chcemy je powtórzyć przed kartkówką lub żeby utrwalić materiał dla siebie. Tak właśnie zatytułujmy nasze notatki w zeszycie lub pliku tekstowym na komputerze (np. work – revision albo vocabulary of work).

Teraz bez używania jakichkolwiek pomocy czy zaglądania do podręcznika, postarajmy się uporządkować to, co pamiętamy rozbijając temat na logiczne części. Wiele zależy od naszej inwencji oraz tego, co już wiemy, ale można słownictwo związane z pracą podzielić na takie kategorie – ludzie, czynności, miejsca, problemy, sukcesy.

Każda z tych kategorii ma swoje angielskie słówka oraz wyrażenia, które w pierwszej chwili chcemy sobie przypomnieć i zapisać. Im więcej, tym lepiej. Szukajmy w głowie tego, czego się już nauczyliśmy, ale też wymyślajmy inne scenariusze związane z pracą, o których moglibyśmy mówić po angielsku.

Wiele słówek i zwrotów to będzie przypomnienie (np. an employee, a boss, to look for a job, a coffee break, to meet a deadline), ale niewykluczone, że w naszej głowie natkniemy się też na coś, czego nie znamy. Powiedzmy, że podczas takiej powtórki zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy, jak powiedzieć „Zostałem zwolniony” albo „Zwolniłem się” po angielsku (to dwa różne wyrażenia). To dobra okazja, żeby znaleźć to w słowniku lub gdzieś indziej.

A więc technika Feynmana to dwie rzeczy – metoda powtarzania i porządkowania wiedzy oraz wyszukiwania w niej luk.

Najlepiej podczas takiej sesji nie tylko zapisywać słówka w kolumnach czy jako mapy mózgu. Warto pokusić się o więcej – można przykład użycia jakiejś części naszego słownictwa, może na sam koniec krótki tekst opisujący własną lub wymyśloną pracę (można to zrobić na blogu). Chodzi o to, żeby zrobić z materiałem coś sensownego i konkretnego.

Z techniką Feynmana każdy temat jest prosty

Metody Feynmana można użyć w każdej dziedzinie wiedzy. Nie muszą to być nawet bardzo duże problemy czy zagadnienia. Zamiast powtórki całego słownictwa z dziedziny praca, możemy użyć tej techniki do błyskawicznego powtórzenia równicy między słówkami work oraz job. A różnica jest gigantyczna. Każdy nawet najmniejszy problem da się w ten sposób rozbroić.

Najważniejsze, żeby wytłumaczyć go sobie w najprostszy możliwy sposób. Tak jakbyśmy chcieli wytłumaczyć go komuś innemu. W prostych słowach i bardzo treściwie. Bez owijania w bawełnę, bez zaciemniania sprawy. Da się to zrobić z najbardziej skomplikowanymi pojęciami fizyki (na pewnym poziomie ogólności), więc dlaczego nie miałoby to być możliwe z czasem past simple czy czymś podobnym?

Dlaczego technika Feynmana pomaga uczyć się lepiej?

1. porządkuje naszą wiedzę,

2. utrwala naszą wiedzę,

3. pomaga szybko znaleźć luki w naszych umiejętnościach i je wypełnić,

4. pomaga zapamiętać materiał na dłużej dzięki zorganizowanemu, sensownemu wysiłkowi,

5. największy nacisk kładzie na prostotę.

Przeczytaj też o technice Pomodoro oraz innych technikach skutecznego uczenia się języków obcych.

5 prostych pomysłów na powtórkę słownictwa z angielskiego

Jak powtórzyć z uczniami słownictwo? Nie możemy zrobić dokładnie tego samego, co podczas uczenia ich słówek po raz pierwszy. Nie chcemy ich zanudzić odpytywaniem słowo po słowie. Potrzebujemy jakiegoś sposobu, żeby powtórka była choć trochę wyzwaniem, choć trochę zabawą, ale przede wszystkim, żeby skutecznie utrwaliła materiał.

Na dodatek, w idealnym świecie, powtórka nie powinna być męcząca dla nas. Najlepiej, żeby nie trzeba było się w ogóle do niej przygotowywać lub żeby przygotowania były banalnie proste. Czy to możliwe? Jak powtórzyć z uczniami słownictwo w przyjemny i skuteczny sposób. Skorzystaj z moich pięciu sposobów.

jak zrobić powtórkę słownictwa z uczniami angielski

Jak zrobić powtórkę słownictwa na angielskim? photo credit: Unhindered by Talent cc

Sposób pierwszy – łańcuch słów

To klasyczne zadanie na intensywne zapamiętywanie. Stosuję je czasami na pierwszych zajęciach, żeby ludzie szybko zapamiętali swoje imiona. Nadaje się też doskonale na szybką powtórkę słownictwa, szczególnie w większych grupach. Nie potrzeba do tego żadnych materiałów. Jak to działa?

Na kilka minut przed końcem lekcji prosimy kursantów o odłożenie absolutnie wszystkiego. Zadaniem osoby po naszej lewej (lub prawej) jest wypowiedzieć jakieś słówko, którego nauczyliśmy się dzisiaj. Wszystko jedno jakie. Powiedzmy, że dzisiaj było słownictwo związane z pieniędzmi, więc ktoś mówi „greedy”. Kolejna osoba musi powtórzyć poprzednie słówko i dodać kolejne. Trzecia osoba musi powtórzyć dwa słówka i dodać swoje. I tak dalej. Nie ma zapisywania.

Gra trwa tak długo, aż wyraźnie się wypali albo miną np. jedna, dwie czy trzy kolejki. Dla utrudnienia można wymagać nie tylko słówka, ale i tłumaczenia. Ćwiczenie dobre też na fonetykę.

Sposób drugi – jaka jest różnica

To zadanie niestety wymaga przygotowania. Za to jest dość angażujące i potrafi zająć dobre pół godziny, jeśli jest dobrze przeprowadzone. O co w nim chodzi?

Jest oparte na przeciwieństwach. Ze słownictwa, które chcemy powtórzyć, tworzymy kilkanaście wyraźnie różnych par, choć jakoś pokrewnych (np. manslaughter – assassination, a crime – an offence). Czasem będą to wielkie różnice, innym razem niuanse. W każdym razie to w nich ukrywa jest możliwość ciekawego powtórzenia słówek.

What’s the difference?
 

Najlepiej podzielić grupę na dwie części i każdej dać inny zestaw. Pierwszy krok – z użyciem notatek, podręcznika i kolegi obok, sprawdzamy na głos (po angielsku), czy sami rozumiemy różnice. Po prostu tłumaczymy je sobie. W razie problemów nauczyciel oczywiście pomoże 😉   Drugi krok to przepytanie kolegi z drugiej części grupy. Oni mają inny zestaw. My przepytamy ich (np. What’s the difference between assassination and manslaughter), oni nas – można się jakoś punktować, ścigać, cokolwiek. Namówcie kursantów, żeby – jeśli ktoś czegoś nie wie – wytłumaczyli to drugiej stronie jak rasowi nauczyciele.   Lubię tą metodę, bo nie chodzi w niej tylko o bezmyślne powtarzanie słów – trzeba wykonać sporą intelektualną pracę.

Sposób trzeci – o czym mówię

Znowu będziemy musieli wykonać pracę na etapie przygotowań. Potrzebujemy kilkudziesięciu małych karteczek, na których zapisujemy po słówku / wyrażeniu. Każdy dostaje trzy, cztery lub więcej, jeśli to możliwe. Nie pokazuje absolutnie nikomu. Jeśli je dobrze zna – jest gotowy do akcji. Jeśli nie – ma chwilę na przejrzenie podręcznika.   Z tym narzędziem można teraz zrobić kilka rzeczy. Najbardziej lubię format, który polega na tym, że zadaniem kursanta jest zdefiniowanie / opisanie swojego słówka w taki sposób, żeby druga osoba je odgadła. Oczywiście nie można używać tego słowa i najlepiej zacząć opis od mniej oczywistych rzeczy.   Jeśli mamy dużą grupę, każdy dostaje kilka takich słówek i musi porozmawiać oko w oko z każdą osobą w grupie (która ma inne słówka) robi się z tego kilkanaście i więcej minut ostrej powtórki. Trzeba tylko ludzi dobrze nastroić i rzucać okiem w pierwszych minutach, żeby nie skorumpowali zadania pokazując sobie słówka czy rozmawiając po polsku.

Sposób czwarty – krzyżówka

Wielkim miłośnikiem krzyżówek nigdy nie byłem, ale ludzie to uwielbiają. Jeśli nie chcemy się ograniczać tylko do przygotowanych dla nauczyciela materiałów z książki, można zawsze podskoczyć na strony Oxfordu, gdzie mają tzw. crossword maker, do którego bez problemu dodamy słówka.

Sposób piąty – połówki

To ćwiczenie dobrze nadaje się do powtarzania wyrażeń czy kolokacji. Szczególnie dobrze sprawdza się na zajęciach indywidualnych – mniej cięcia, mniej bałaganu. Musimy przygotować i pociąć na pojedyncze elementy składniki kilkunastu złożonych wyrażeń. Poniżej przykład dokumentu, który używam na jednych zajęciach angielskiego dla branży bankowej.

Matching halves
https://www.youtube.com/watch?v=NCgYfLFczfg

Jest teraz kilka możliwych zadań. Po pierwsze, wiadomo – kursant powinien być w stanie złożyć całą tą układankę do kupy. Chcemy logiczne wyrażenia, których się wcześniej uczyliśmy. Jak jest gotowy, zabieramy mu np. wszystkie drugie elementy. Jego zadaniem jest przypomnieć sobie całe wyrażenie widząc tylko pierwszy człon. Jeśli coś sobie przypomni, oddajemy mu brakujący element.

A jak odgadnie wszystkie, zabieramy pierwsze składniki i powtarzamy procedurę. A na koniec bez litości – niech nasz uczeń postara się przypomnieć sobie wszystkie wyrażenia bez karteczek.

Na indywidualnych zajęciach, szczególnie z profesjonalistami, warto nie trzymać się sucho schematu powtórki, tylko o czymś związanym z tymi słówkami od czasu do czasu zagadać (np. free transfer; Many banks offer their customers free transfers online. Why don’t you?)

A Ty? Jakie masz sposoby na powtórkę słownictwa?

Wpis gościnny: dlaczego nie zostałam nauczycielką w szkole publicznej?

Dzisiaj zapraszam do przeczytania wpisu gościnnego śrećnej, która prowadzi blog o języku angielskim About English With Passion. Zapraszam do komentowania. Jeśli również chciałabyś coś opublikować na Planeta Angielskiego, formularz kontaktowy jest w pasku bocznym.

Jakie pytanie słyszy najczęściej absolwent anglistyki z uprawnieniami do nauczania?

‘Czy uczysz w szkole państwowej?’

Moja odpowiedź, że nie, nigdy nie uczyłam i nie zamierzam tego robić wywołuje zwykle pewne niedowierzanie u mojego rozmówcy, co pociąga za sobą kolejne pytanie – ‘A dlaczego nie?’

Wśród ludzi panuje stereotyp, że praca w szkole to taka ‘ciepła posada’, która zapewnia wszelkie świadczenia chorobowe i emerytalne, atrakcyjny wymiar czasu oraz długie wakacje. Ze świadczeniami się zgodzę, co do reszty wypowiedzieć się nie mogę.

dlaczego zatem świadomie nie wybrałam tej drogi zawodowej a zdecydowałam się nauczać języka angielskiego jedynie w ramach własnej działalności gospodarczej?

Z kilku powodów:

1. Nie wyobrażam sobie uczyć X lat tego samego słownictwa i tych samych struktur gramatycznych. Bardzo szanuję pracę ludzi, którzy tak robią i jeszcze czerpią z tego satysfakcję, ale ile lat można uczyć nazw kolorów, ubrań czy cech osobowości? Ile razy (najczęściej o tej samej porze roku) można wyjaśniać różnice między Present Simple a Present Continuous? oczywiście, na swoich lekcjach tez muszę wprowadzać słownictwo oraz gramatykę, jednak ze względu na różny poziom moich uczniów nie robię tego cyklicznie.

2. Ponieważ program szkolny jest z góry narzucony, nauczyciel ma niewielkie pole manewru jeśli chodzi o treści jakich naucza. Nawet jeśli chciałby poszerzyć materiał o nowe ciekawostki z reguły nie ma na to czasu bo jest jakiś egzamin za pasem – na koniec szkoły podstawowej, gimnazjum czy maturalny. W rezultacie nauczyciel ma bardzo ograniczony kontakt z językiem angielskim na najwyższym poziomie. A język, którego się nie używa zanika, więc wypracowane z takim trudem kompetencje językowe rozwiewają się gdzieś między zeszytem a tablicą. Nie oszukujmy się, znaleźć motywację do czytania prasy i literatury w obcym języku, słuchania angielskojęzycznych audycji po powrocie ze szkoły jest bardzo trudno. bo po co? I tak się tego nie wykorzysta w pracy ani nikt tego nie doceni.

3. Polska szkoła stawia na przeciętność, równając poziom w dół. w grupie ponad dziesięcioosobowej niemożliwością jest poznać bliżej każdego ucznia i zaproponować mu chociaż jedną lekcję w semestrze dostosowaną do jego indywidualnych zainteresowań. Tymczasem uczniowie maja tak rozległe i ciekawe hobby, poglądy i doświadczenia życiowe. W tłumie one giną i każdy jest przeciętny.

4. Szkolna biurokracja, czyli produkowanie tony nikomu niepotrzebnej makulatury. Jest to zajęcie czasochłonne, męczące i całkowicie bezużyteczne. Ja wolę ten czas wykorzystać choćby i na pracę nad własnym językiem.

Podsumowując, praca w szkole ma niewątpliwie swoje plusy. Na pewno zapewnia regularne dochody oraz różne świadczenia, co w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne.

Jednak dla mnie to przede wszystkim stagnacja – poruszanie się w obrębie tych samych struktur leksykalno-gramatycznych, co w konsekwencji prowadzi do obniżenia kompetencji językowych nauczyciela. Bardzo ciężko o rozwój zawodowy, bo kolejne stopnie awansu zawodowego wiążą się głównie z korzyściami materialnymi a nie innym zakresem obowiązków, czy bardziej odpowiedzialną pracą.

Praca na własny rachunek jest na pewno trudniejsza. Nikt nie zagwarantuje mi, że za tydzień czy miesiąc będę miała pieniądze na zapłacenie rachunków. Cały czas trzeba się dokształcać, żeby sprostać konkurencji. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że uczniowie doceniają moją ciężką pracę oraz przygotowanie merytoryczne. W pewnym momencie (mówimy raczej o latach pracy) przychodzi taki moment, że wszystko kręci się samo.

Początki, nie oszukujmy się, są trudne i łatwo się zniechęcić. Jednak po ładnych już kilki latach mogę powiedzieć, że podjęłam dobrą decyzję – osiągnęłam taki poziom języka, o jakim pracując w szkole mogłabym tylko pomarzyć. Poznałam dużo ciekawych ludzi, których bym w innych okolicznościach nie poznała oraz zdobyłam doświadczenie w prowadzeniu własnej działalności.